REKLAMA

Abonamentowa bezradność

Trudno się dziwić operatorom i reprezentującym ich izbom branżowym, że protestują przeciwko projektowanym przez rząd zmianom w ustawie abonamentowej. Pomysł, by musieli przekazywać dane swych klientów Poczcie Polskiej, by ta ściągała od nich abonament RTV, budzi nie tylko wątpliwości prawne, ale i moralno-etyczne.

Te ostatnie często nie mają żadnego znaczenia, gdy w grę wchodzą pieniądze. Dlatego siedem organizacji zrzeszających operatorów kablowych i telekomunikacyjnych woli szukać wsparcia Komisji Europejskiej, licząc, że ta zakwestionuje abonamentowy projekt.

W całej sprawie zdumiewa bezradność rządu i żenująco słabe pomysły na rozwiązanie problemu skutecznego ściągania abonamentu RTV. Problem zaś jest rzeczywisty, bo liczba osób uiszczających tę opłatę spada od lat. Swego czasu przyczynił się do tego były premier Donald Tusk, który publicznie oświadczył, że abonament RTV nie ma sensu. W ostatnim miesiącach wiele osób przestało wnosić te opłaty, argumentując, że nie ma zamiaru wspierać finansowo telewizji PiS.

Nie wdając się w dyskusje ideologiczno-polityczne, można przyjąć, że nawet osoby niepłacące obecnie abonamentu byłyby skłonne zgodzić się, że opłata jest uzasadniona, powinna być niska i powszechna (inna kwestia, czy zebrane środki są wykorzystywane właściwie, uczciwie  i efektywnie).

Dlaczego więc w przedstawionym projekcie nowelizacji ustawy abonamentowej rząd proponuje, by abonament RTV na swe barki wzięła de facto wybrana grupa, tj. klienci telewizji kablowych? Zapewne ktoś wykoncypował, że od tej licznej społeczności  (2,8 mln obywateli) pieniądze da się wyegzekwować najłatwiej i szybko. I machina legislacyjna ruszyła. Na marginesie można też zapytać, czy państwo nie dysponuje lepszymi i pełniejszymi danymi o swoich obywatelach i po co wymusza je od operatorów?  Nieładnie wygląda też, pomysł prowizji 6-10 proc. za przekazanie danych Poczcie Polskiej. To trochę jak 30 srebrników Judasza – oczywiście toutes proportions gardee – ale jesteśmy świeżo po Wielkanocy.

Do projektu noweli ustawy abonamentowej wpłynęło blisko 300 uwag. Mimo to wiceminister kultury Jarosław Sellin przyznał, że rząd chce, by w drugiej połowie roku finansowanie mediów publicznych „miało solidniejsze podstawy”. To może oznaczać, że rząd jest zdeterminowany, by ustawę abonamentową znowelizować wbrew wszystkim i wszystkiemu.

W tym kontekście chluby rządowi też nie przynosi zapowiedź, że nowelizacja ma charakter czasowy a docelowym rozwiązaniem jest audiowizualna. To można rozumieć mniej więcej tak: „wiemy, że to nie jest dobre rozwiązanie, ale– sorry – pieniądze na telewizje publiczną są bardzo potrzebne i trzeba coś naprędce wymyślić”.

Ministerstwo Kultury zapowiada rozmowy i dyskusje na temat składanych do projektu uwag. Trudno się jednak dziwić operatorom i reprezentującym ich izbom, że wierzą w szczerość tych intencji. Czy można mieć im złe, że bardziej liczą na bezstronność urzędników z Brukseli i ślą tam listy? Też najwidoczniej czują się bezradni.

 

REKLAMA