Radiowe vs. stacjonarne w POPC oczami szczerego humanisty

Jako wydawca i redaktor prowadzący TELKO.in jestem zachwycony, że tak profesjonalna dyskusja, jak ta o warunkach technicznych 2. konkursu POPC, toczy się na łamach mojego serwisu. Jednak jako komentator spłycę i strywializuję sprawę: warunki zostały tak ustalone, aby dopuścić do udziału w konkursie technologie radiowe i operatorów komórkowych. Koniec, kropka. A teraz pytanie: czy to źle?

„Duże” kilkaset milionów złotych do zakontraktowania w Działaniu 1.1 do końca bieżącego roku. Czy to się komuś podoba, czy nie każdy minister od tego zacznie wszelkie rozważania i zastanowi się, jak z największym sensem wykorzystać w takim czasie takie pieniądze.

1200 obszarów konkursowych, pełna konkurencja małych i średnich z dużymi, technologie optyczne i radiowe w bezpośrednim zwarciu – i niechaj zwycięży najlepszy – to piękna idea, ale niestety mało realna. Z prozaicznego powodu: administracja publiczna nie jest przygotowana do obsługi tak wielkiego procesu, zwłaszcza w założonych ramach czasowych. O tym już pisałem i nie będę się powtarzał.

Pofantazjujmy raczej, jakby to mogło wyglądać, gdyby Ministerstwo Cyfryzacji w tych warunkach chciałoby forsować „światłowodyzację” kraju. Mali operatorzy (specjaliści od GPON-a) na większa skalę nie wchodzą w grę z powodu przyjętej wielkości obszarów konkursowych. Kto zatem pozostaje? Na skalę krajową: Orange. Gdzie niegdzie w zwarciu z Netią. W Wielkopolsce – Inea. Koniec. Żaden inny duży operator stacjonarny nie daje szans na wypełnienie białych plam.

Wariant A w takim scenariuszu: Orange rozbija bank i jest afera. Wariant B: Orange nie rozbija banku, afery nie ma, ale wiele obszarów pozostaje bez sieci (i jest afera). Bo jeżeli Orange tam nie wejdzie, ISP są poza grą, to kto pozostaje?

Wpuszczenie jeszcze trzech operatorów komórkowych oznacza większą konkurencję o publiczne środki i większe szanse na wypełnienie białych plam, bo technologie radiowe były, są i będą bardziej ekonomiczne od stacjonarnych. Bez odpowiedzi pozostawiam zarzut, że miast nieograniczonych pod względem wydajności sieci optycznych fundujemy sobie skazane rychło na zapchanie LTE. Ani ja, ani krytycy Wytycznych nie wiedzą jeszcze dokładnie, co realnie zaoferują klientom sieci komórkowe, kiedy toto się zapcha, i w ogóle: jakie będzie zapotrzebowanie na pasmo za 10 lat. W tej sprawie każdy prognozuje, jak mu wygodniej. I powiedzmy sobie szczerze: aspekt użytkowo-techniczny zarówno dla zainteresowanych, jak i dla decydentów jest na ostatnim miejscu. Jedni przede wszystkim chcą wziąć pieniądze, a drudzy przede wszystkim chcą wydać pieniądze. Urok interwencji publicznej.

Dlatego więc, choć z dumą publikuję kolejne opinie na temat Wytycznych do 2. konkursu, to uważam je za teoretyczną dyskusję. Decyzje podejmuje się tutaj w oparciu o zupełnie inne przesłanki.

Nie uważam, aby te decyzje były najlepsze z możliwych, ale całkiem dopuszczam, że są najlepsze w zadanych warunkach. I wcale nie mam pewności, że podjąłbym inne. Ani nikt, kto by się znalazł na miejscu włodarzy Ministerstwa Cyfryzacji.

REKLAMA