PTPiREE zablokowało ekspertyzę o wykorzystaniu 450 MHz

Ekspertyza wykonana przez państwowy instytut na zamówienie publicznego stowarzyszenia, która może mieć wpływ na projekt realizowany przez spółkę kontrolowaną przez skarb państwa na użytek całej polskiej branży energetycznej – mimo tych okoliczności nie ma szans na poznanie jej treści. I to nie bynajmniej z powodu troski o bezpieczeństwo czy porządek lub tajemnicę przedsiębiorstwa. Z powodu „tajemnicy kontraktowej”. Ministerstwo Energii oraz Instytut Łączności schowało się za PTPiREE, które niczego nie musi.

(źr. TELKO.in)

Pod koniec listopada w mediach opublikowana została opinia na temat planów realizacji przez PGE Systemy projektu budowy nowej sieci telekomunikacyjnej w paśmie 450 MHz, którego to bloku losy wielokrotnie opisywaliśmy na łamach TELKO.in. Wspomniany wyżej tekst – ogólnie rzecz biorąc – krytykował pomysł wykorzystania pasma 450 MHz na potrzeby branży energetycznej z wykorzystaniem technologii TETRA. Według autora tekstu, właściwe byłoby wykorzystanie technologii LTE. Opinia była odbiciem sporu, jaki zaistniał w branży energetycznej odnośnie technologii dla sieci do obsługi branży energetycznej.

Tekst powoływał się na ekspertyzę Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie(IŁ) przygotowanego na zlecenie Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (PTPiREE). Dysponentem częstotliwości jest co prawda spółka z grupy Polskiej Grupy Energetycznej – PGE Systemy – i to ona będzie budować nową sieć. Różnorakie mogły być powody, że ekspertyzę zamówiło właśnie PTPiREE, które statutowo działa na rzecz branży energetycznej. Spółki z grupy PGE należą zresztą do członków tej organizacji.

Aby zapoznać się z treścią ekspertyzy, najpierw o jej udostępnienie poprosiliśmy autora, czyli IŁ. Instytut poinformował nas jednak, że ekspertyza wykonana została na zlecenie PTPiREE i udostępnienie zależy od niego. Zwróciliśmy się zatem do stowarzyszenia. PTPiREE odmówiło jednak, informując że „z powodu ograniczeń prawnych, w chwili obecnej nie jest to możliwe”. Jakie to powody prawne tymczasem nie wnikaliśmy i zamiast pytania dziennikarskiego postanowiliśmy spróbować procedury dostępu do informacji publicznej, zakładając że w tej sprawie trudniej odmówić na nie odpowiedzi.

Pytanie w takim trybie wystosowaliśmy (ponownie) do IŁ oraz do PTPiREE, ale również do Ministerstwa Energii, które w naturalny sposób jest ostatecznym arbitrem każdego przedsięwzięcia w tej branży.

Zgodnie z tym, czego można było oczekiwać IŁ ekspertyzy nie udostępnił. Nie odrzucił formalnie wniosku, ale poinformował, że musi odroczyć odpowiedź do 5 lutego br., aby ustalić status prawny informacji, o której wnioskowaliśmy. Ministerstwo Energii zaś poinformowało, że „nie jest właścicielem ani dysponentem przedmiotowej analizy”, w związku z czym nie może zrealizować wniosku. I zaproponowało nam... bezpośredni kontakt z PTPiREE.

PTPiREE w przewidzianym prawem terminie 14 dni nie odpowiedziało na wniosek nic, więc –odczekawszy jeszcze do okresu poświątecznego – zwróciliśmy się znowu mailowo do dyrekcji Towarzystwa z zapytaniem o los naszego wniosku oraz (przewidując, że Towarzystwo na nie odpowie) z zapytaniem o wspomniane w pierwszej odpowiedzi okoliczności prawne, które uniemożliwiają udostępnienie ekspertyzy. Dowiedzieliśmy się, że są to bliżej nie określone „zapisy umowne” (jak rozumiemy: z autorem ekspertyzy lub jej końcowym beneficjentem). Jak również, że PTPiREE, jako stowarzyszenie, nie podlega obowiązkom wynikającym z ustawy o dostępie do informacji publicznej (faktycznie, w świetle prawa można to uznać za nieoczywiste).

Tym sposobem opinia publiczna nie dowie się, jakie są zasady wyboru środków technicznych do realizacji sieci łączności bezprzewodowej do realizacji zadań z zakresu łączności głosowej i transmisji danych do zarządzania sieciami przesyłu lub dystrybucji paliw gazowych, płynnych lub energii elektrycznej na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Trudno zrozumieć dlaczego i trudno się z tym pogodzić.

KOMENTARZ

Nie ma nic chwalebnego w żaleniu się dziennikarza na niemożność uzyskania i udostępnienia czytelnikom informacji. Zdecydowaliśmy się jednak opublikować ten materiał – w którym problemy rynku telko są tylko pretekstem – aby zwrócić uwagę na niepokojące (a częste zjawisko) ograniczania dostępu do informacji, która w świetle zasady przejrzystości działania organów społecznych powinna być jawna. Ograniczania tak naprawdę tylko dlatego, że komuś jest tak wygodniej, a przepisy prawa (lub odpowiednio silni mocodawcy) nie zmuszają do tego wyraźnie.

Podobnie było z ograniczeniem przez UKE dostępu do wyceny tego samego pasma 450 MHz, czy sławetnym raportem o wykorzystaniu pasma 800 MHz przed aukcją z 2015 r. – raportem tego samego Instytutu Łączności, który był znany z „drugiego obiegu”, ale nigdy nie można się było o niego doprosić w Ministerstwie Cyfryzacji. Jeżeli coś powstaje w sferze publicznej, to powinno być jawne, jeżeli nie zagraża bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu lub nie narusza tajemnicy przedsiębiorstwa (a i tutaj kryteria powinny być bardzo surowe). Inaczej jest tylko przejawem faktu, że po cichu łatwiej i wygodniej działać. Tyle, że jeżeli ta wygoda dotyczy sfery publicznej, to na dłuższą metę wychodzi społeczeństwu bokiem. Tak, jak w przypadku sieci w paśmie 450 MHz, gdzie zaistniał konflikt o dobór technologii do jej budowy. Więc lepiej udawać, że nie ma żadnego sporu.

– ł.d.

REKLAMA