Związek zawodowy Związkowa Alternatywa chce, by prawo do bycia offline zostało wpisane do polskiego Kodeksu pracy.
– Pracownicy powinni mieć możliwość odłączenia się od kontaktu z firmą, by zostały zachowane granice między życiem zawodowym i osobistym. Zgłaszaliśmy ten postulat już wiele miesięcy temu, również rządowi Mateusza Morawieckiego, ale niestety polskie władze nie dbają o pracowników – mówi Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.
I wskazuje, że Komisja Europejska pracuje nad prawem pracownika do bycia offline, czyli do nieangażowania się w komunikację telefoniczną i elektroniczną związaną z obowiązkami służbowymi poza godzinami pracy. Ubolewa on, że choć w połowie ubiegłego roku ruszyły konsultacje na ten temat, to w Polsce rządzący nie interesują się tą sprawą.
Tymczasem, jak zauważa związek od czasów epidemii koronawirusa bardzo wzrósł odsetek osób pracujących zdalnie. A badania międzynarodowe wskazują, że osoby pracujące zdalnie średnio pracują znacznie dłużej, niż te wykonujące swoje obowiązki w zakładzie pracy, a duża część ich pracy nie jest wliczana do czasu pracy.
– Dlatego uważamy, że dyspozycyjność pracowników odnośnie komunikacji mailowej czy telefonicznej powinna być traktowana jako czas pracy. Odbieranie telefonów od pracodawcy lub odpisywanie na korespondencję służbową to praca, która powinna być wynagradzana. Gdy takie regulacje znajdą się w Kodeksie Pracy, pracownicy będą mogli w sądach pracy domagać się wynagrodzeń za cały czas dyspozycyjności wobec pracodawcy. W ten sposób rozszerzone zostałoby pojęcie nadgodzin, za które pracownicy musieliby dostawać wynagrodzenie – podkreśla Piotr Szumlewicz.