Klan Ellisonów może niebawem zgromadzić w swoich rękach dwie wiodące wytwórnie filmowe, ok. 30 kanałów kablowych i dwa wielkie serwisy streamingowe. Prawo antymonopolowe przegrywa z przyjaźnią z Donaldem Trumpem – pisze Dziennik Gazeta Prawna.
W młodości David Ellison nie widział siebie w świecie biznesu, a już z pewnością nie myślał o dołączeniu do rodzinnej firmy. Wolał kupić sobie za pieniądze ojca wstęp do Hollywood, aby spełnić marzenie o karierze aktora. W Los Angeles mógł uchodzić za idealne uosobienie „dumb money” – tym mianem branża filmowa określa naiwnych, nieopierzonych potomków wielkich fortun, którzy przepalają miliony na projekty pachnące spektakularnym fiaskiem, po czym złamani brutalnymi lekcjami z Fabryki Snów wracają pod łaskawe skrzydła rodziców. Larry nie był zachwycony, gdy w 2006 r. jego syn rzucił studia, żeby zagrać u boku Jamesa Franco w filmie „Flyboys” o pilotach myśliwców z czasów I wojny światowej, ale i tak pokrył jedną trzecią kosztów przedsięwzięcia. Obraz okazał się klapą: przy budżecie 60 mln dol. zarobił w kinach zaledwie 13 mln dol. Gdy kolejny napisany z przyjacielem scenariusz nie wypalił, młodszy Ellison postanowił zrezygnować z aktorstwa i spróbować sił w roli producenta filmowego. Jako 28-latek założył spółkę Skydance, zdobywając dzięki ojcu 350 mln dol. kapitału na start. Był zdeterminowany, by pokazać sceptycznie nastawionemu Hollywood, że nie jest ultrauprzywilejowanym dzieciakiem, który dla kaprysu bawi się w kino. „Proszę tylko, by ludzie podeszli do mnie z otwartym umysłem i dali mi szansę. Ta firma nigdy nie będzie jedynie książeczką czekową” – powiedział w 2011 r. dziennikowi „Los Angeles Times”.
Krótko po nawiązaniu współpracy ze studiem Paramount Pictures David zainwestował w swój pierwszy projekt – film braci Coen „Prawdziwe męstwo”, który nie tylko odniósł sukces kasowy, lecz także zgarnął 10 nominacji do Oscara. Kino autorskie nie jest jednak jego żywiołem. Kolejne przedsięwzięcia zdradzają słabość do przeładowanych żelastwem krzykliwych widowisk, w których herosi ratują świat przed inwazją cyborgów, drapieżnymi robotami albo rosyjskimi terrorystami. Wśród nich są takie tytuły jak „Mission: Impossible – Ghost Protocol”, „Terminator: Genisys”, „Transformers: Przebudzenie bestii” i „Top Gun: Maverick”.
W grudniu 2025 r. Netflix zawarł porozumienie w sprawie przejęcia Warner Bros. za prawie 83 mld dol. Paramount Skydance próbował go przelicytować ofertą 108 mld dol., ale zarząd giganta Holly wood odrzucił propozycję. Ojciec i syn nie odpuścili: Larry osobiście zagwarantował 40,4 mld dol., co oznacza, że w razie gdyby inne źródła kapitału zawiodły, musiałby pokryć zobowiązania z własnego majątku. Pod koniec lutego Netflix wycofał się z gry, oświadczając: „Transakcja nie jest już atrakcyjna finansowo”. Stanęło na 111 mld dol.
Jeśli fuzja doczeka się finału, na cztery największe koncerny – Paramount Warner Bros., Disney, Universal i Sony – przypadnie aż 86 proc. rynku filmów trafiających do szerokiej dystrybucji. Jak wynika ze śledztwa „The Wall Street Journal”, prawnicy Departamentu Sprawiedliwości, którzy badali umowę, skłaniali się do wniesienia pozwu, uznając, że naruszałaby ona prawo anty monopolowe. Na górze zapadła jednak inna decyzja. „Amerykanie muszą wiedzieć, czy to była polityczna przysługa. Cała ta sprawa pachnie korupcją” – alarmowała demokratyczna senatorka Elizabeth Warren. Ponad 5 tys. przedstawicieli branży – m.in. Emma Thompson, Ben Stiller i Javier Bardem – podpisało list protestacyjny, w którym podkreślili, że transakcja nie tylko przełoży się na wyższe ceny biletów i subskrypcji, lecz także zagrozi dziesiątkom miejsc pracy i zawęzi możliwości twórców.
Więcej w: Fuzja filmowych gigantów. Czy sądy powstrzymają największą transakcję w historii Hollywood? (dostęp płatny)