REKLAMA

Głos z innego świata

Raport NIK na temat realizacji POPC w województwie lubelskim wywołał w branży sporo heheszków… „Prezes Banaś nie kuma, co to są SPV i co to jest FIBEE… buaaaaahahahahaha…” A ja bym mimo wszystko potraktował raport poważnie – jako głos spoza naszej własnej bańki zawodowej.

Kiedy po uszy się w czymś tkwi, to wszelkie niedociągnięcia i patologie stają się normą, przestają dziwić i bulwersować. Tak najwyraźniej musi być, że każdy program infrastrukturalny startuje z opóźnieniem, i że zawsze jest za mało czasu… Tak najwyraźniej musi być, że koszty są niedoszacowane i w przetargach nie zawsze da się wyłonić wykonawcę… Tak najwyraźniej musi być, że tygodniami się czeka na dokumenty z geodezji i decyzje w sprawie zajęcia pasa drogowego… Tak najwyraźniej musi być, że właściciele gruntów nie chcą udzielać zgód na budowę linii telekomunikacyjnych… Tak najwyraźniej musi być, że inwentaryzacja zasobów sieciowych kuleje, w efekcie czego za publiczne pieniądze powstają nakładkowe sieci…

Niby staramy się z tym walczyć, ale nie znamy innej rzeczywistości. Trochę jak osadzeni w zakładzie karnym, którzy zapomnieli, że spacer nie musi polegać tylko na dreptaniu w kółko po placyku 100m2. Najwyższa Izba Kontroli, może trochę naiwnie, ale wyszła ze stanowiska „a ja mam w nosie wasze kłopoty; to nie tak miało wyglądać”. Czasem trzeba kopnąć w kocioł. Niech się breja trochę zabełta, nie nawet wychlupnie do ogniska, niech poleci brzydkim zapaszkiem… Może to nas trochę otrzeźwi. Tym bardziej, że część końcowych wniosków z raportu NIK, jeżeli nawet nie odkrywczych, to jest całkiem sensowna.

NIK dostrzega problem dużych obszarów w konkursach POPC, który w znacznej mierze wyeliminował lokalnych operatorów – według nas, ze stratą dla gęstości budowanej sieci i stopnia zaczernienia białych plam. NIK dostrzega problem, o którym od lat grzmimy na łamach TELKO.in, ułomnego systemu gromadzenia danych o infrastrukturze telekomunikacyjnej, który z jednej strony pozwala niechętnym przedsiębiorcom blokować interwencję na wymagających jej obszarach, a z drugiej strony dopuszcza nadbudowę komercyjnych sieci dotowaną infrastrukturą. NIK dostrzega także jedno z sensownych remediów, jakim jest uelastycznienie podmianek jednych punktów adresowych na inne, już w trakcie realizacji projektu. I pod tym wszystkim pewnie każdy się podpisze.

Co do pozostałych wniosków NIK, to jest z nimi różnie. Jasne, że należy się starać by dobór beneficjentów gwarantował terminową realizację projektów, ale z tym akurat nie uważam, by był większy problem. No i NIK musi się zdecydować, czy chce twardo wspierać MŚP, które to podmioty jednak częściej rozwiązują umowy na dofinansowanie z powodu braku finansowania wkładu własnego, i w ogóle mniejszych zasobów. Jak się jednak rzekło, to nie jest chyba największy problem POPC. Zasadniczo przedsiębiorcy dają radę.

Nie mam również pewności, czy najważniejszym zadaniem do wykonania jest „wzmocnienie kontroli nad CPPC”, bo ja akurat uważam tę instytucję (choć nie zawsze zgadzam się z jej działaniami) za doświadczoną i dobrze usposobioną do postawionych jej zadań i do inwestorów telekomunikacyjnych.

Nie za bardzo też rozumiem, o co NIK dokładnie chodzi z tymi słupami do „modernizacji oraz likwidacji”. Nie wiem, czy sama Izba dokładnie wie… Jeżeli jednak rzeczywiście zakłady energetyczne gremialnie zamierzają likwidować podbudowę słupową w Polsce, to poważny problem mają nie tylko beneficjenci POPC, ale cała branża telekomunikacyjna oraz jej klienci. Płynne dostawy prądu także zdają się zagrożone.

Postulat o pilnowaniu terminowości projektów, to oczywiście całkowicie słuszne i jednocześnie pobożne życzenie. Niech najpierw rząd przyjmuje na czas dokumenty programowe i zatwierdza je z Komisją Europejską. No i znowu, jak każdy w branży, wykazuję się zrozumieniem dla patologii… ehhh.

Raport NIK popsuł humorki w wielu miejscach. Oberwało się dyrektorowi CPPC, Prezesowi UKE, ministrowi cyfryzacji, ba – samemu premierowi! Że jednak smrodkiem powieje z naszego telkograjdoła także w kierunku szerszej publiczności, to ja akurat uważam za korzyść. Jak się wokół niego zrobi trochę szumu, jak się zacznie przyglądać baczniej opinia publiczna, czy decydenci, to może wyjdzie na zdrowie? A nam wszystkim trudniej się będzie schować za wszechmocne „noniedasię”.

Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.