REKLAMA

Hotspoty i opłaty drogowe w pakiecie dla operatorów

Z pewnym zdumieniem czytam w ostatnich dniach komentarze dot. negatywnych stanowisk izb telekomunikacyjnych nt. zmian polityki UKE wobec uruchamianych przez samorządy darmowych hotspotów i przy okazji sugestię "pazerności" sceptycznych co do tego operatorów, których usługi są drogie, a obniżenie opłat za pas drogowy rzekomo narazi na straty budżety samorządowe. Warto przyjrzeć się tym kwestiom bliżej z uwzględnieniem twardych danych, których brakuje w czysto publicystycznym podejściu. Chociaż rzeczywiście dyskusja między samorządami (JST) i przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi (PT) dotyczy równolegle i zarówno usług darmowych, jak i opłat za pas drogowy.

Piotr Marciniak
(KIKE)

Zacznijmy od wyrażonej m.in. w felietonie "Każdy sobie rzepkę skrobie" tezy, iż warto, byłoby spróbować się porozumieć i przedstawić drugiej stronie swe racje. Cóż, taki dialog ma miejsce, choć niezbyt często. Ostatnie spotkanie odbyło się na początku wakacji w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji (MAiC), gdzie odbyło się połączone posiedzenie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu oraz Grupy ds. Finansowania Inwestycji Szerokopasmowych Memorandum. Efektem spotkania było powołanie niewielkiego zespołu, który w miesiąc opracował wraz z MAiC dostępne wyliczenia i na ich podstawie przygotował projekt rekomendacji ministerstwa kierowanej do JST, a wyjaśniającej na przykładach problematykę stawek za zajęcie pasa i ich wpływu na cenę usług dla użytkowników końcowych (bo w gruncie rzeczy o to również w dyskusji powinno chodzić). Opublikowania finalnej wersji tej rekomendacji można się spodziewać w ciągu 1-2 tygodni.

Abonenci zrzucą się na opłatę

Spróbujmy jednak nie czekając na MAiC włączyć w naszą dyskusję kilka ciekawych obliczeń i faktów. Zacznijmy od danych z regionalnych sieci szerokopasmowych (RSS-y) na przykładzie Warmińsko-Mazurskiego. Wedle informacji Urzędu Marszałkowskiego, pierwotne szacunki opłat za pas drogowy dla lokalnego RSS zakładały wydatek rzędu 2 mln złotych. Po zakończeniu inwestycji rachunki sięgają już 14 mln (uwaga: nie wszystkie gminy i powiaty stosują przy tym maksymalną stawkę 200 zł). Jak obliczył Urząd, w zasięgu RSS jest ok. 300 tys. gospodarstw domowych. RSS nie jest siecią dostępową, ale łatwo policzyć, iż gdyby podłączono wszystkie te gospodarstwa do sieci, to na każde z nich wypadłoby ok. 50 zł "opłaty przesyłowej" – czyli zrzutki na opłaty za pas drogowy ponoszone przez RSS. Ale to przecież nie wszystko. Brakuje bowiem kosztów opłat z tytułu sieci dostępowej.

W ramach prac nad w/w kalkulacją wyliczono na konkretnych projektach, iż dla wsi o typowej, średnio zagęszczonej zabudowie, przy stawce 200 zł/m2 opłaty za utrzymanie sieci dostępowej przekraczają 30 zł na abonenta przy założeniu 100 proc. akwizycji gospodarstw w zasięgu RSS. Sumując więc koszty samych opłat za pas drogowy dla sieci szkieletowej (RSS) i dostępowej (zwykłe obszary wiejskie), przy założeniu 100 proc. podłączonych odbiorców (w praktyce nierealne), abonent musiałby dopłacić do usług telekomunikacyjnych ok. 80 zł z tytułu samej "opłaty przesyłowej". Jak sądzę, takiej "dopłaty do usługi telekomunikacyjnej" konsumenci nie zaakceptują.

Niestety, często spotykany przykład pokazuje, iż duża część JST, widząc inwestycję telekomunikacyjną w trakcie jej trwania (a więc, gdy przedsiębiorca zazwyczaj już nie ma możliwości wycofania się) podnosi stawkę. Często na maksymalny poziom 200 zł/m2, rujnując tym samym cały biznesplan. Decyzje o wysokości opłat wydawane są bowiem po zakończeniu inwestycji, a nie przed. Zazwyczaj są to decyzje wieloletnie. W praktyce więc zmiany stawek dotyczą przyszłych inwestycji. O jakich więc stratach w budżetach JST (Marek Jaślan cytuje w w/w felietonie o "100 mln zł w ciągu 10 lat") piszą komentatorzy? Co ciekawe jednak, JST często nie stosują analogicznie wysokich stawek dla innych mediów, jak choćby energetykę, czy gazownictwo. I to nie zawsze zarządzanych przez spółki komunalne.

REKLAMA