REKLAMA

I Potem Przyszedł Prokurator do RSS-ów

Projekty regionalnych sieci szerokopasmowych (RSS) realizowane w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) ośmieszają podręcznikowe zalety tego sposobu prowadzenia przedsięwzięć infrastrukturalnych. W wielu przypadkach gros kosztów pokrywał podmiot publiczny, a partner prywatny szybko zgarniał zyski i chyłkiem  wycofywał się z przedsięwzięcia, działając zgodnie z zasadą homo economicus.

Skrót PPP oznaczający partnerstwo publiczno-prywatne był kilka lat temu często rozszyfrowany jako „Potem Przyjdzie Prokurator”. Miało to tłumaczyć obawy przed realizacją przedsięwzięć infrastrukturalnych w tym modelu.

Gdy jednak ruszała budowa regionalnych sieci szerokopasmowych, na branżowych konferencjach przekonywano, że takiej współpracy nie ma co się bać, i że branża telekomunikacyjna może pokazać, jak to powinno wyglądać. I rzeczywiście wiele RSS-ów zostało zrealizowane w modelu PPP. I co? I do wielu z nich potem z wizytą przyszedł prokurator.

Ostatnio prokuratorzy z Warszawy złożyli wizytę w Urzędzie Marszałkowskim w Rzeszowie. Postępowanie prowadzone jest wobec jednego z wykonawców RSS, a pokrzywdzonym ma być województwo.

Wątki prokuratorsko-sądowe ciągle przewijają się w sporze między województwem a spółką Otwarte Regionalne Sieci Szerokopasmowe (ORSS) dotyczącym RSS na Warmii i Mazurach. Tam w dodatku pikiety przed Urzędem Marszałkowskim regularnie urządzają podwykonawcy budowy sieci, którzy nie otrzymali kilkunastu milionów złotych wynagrodzenia za swoje prace. W tym tygodniu na transparenty wyciągnęli już nawet hasła polityczne, wskazując z jakiej partii są włodarze województwa, przez których czują się oszukani. Wiadomo, wybory samorządowe niebawem. Mogło trochę zaboleć i stąd zapewne w oświadczeniu władz województwa ustęp dotyczący naruszenia dóbr osobistych.

Policja i prokuratura badają, czy nie doszło do poświadczenia nieprawdy w dokumentach i do wyłudzenia na tej podstawie 16 mln zł unijnej dotacji przy okazji budowy Śląskiej Regionalnej Sieci Szkieletowej.

Prokuratura stawia zarzuty wyłudzenia dotacji także byłym szefom spółki MSS, która budowała RSS w Małopolsce. W tym przypadku sprawa wygląda najgorzej, bo wykonawca w ogóle nie zbudował części sieci i całkiem realne, że województwo będzie musiało oddać 60 mln zł dotacji.

W sumie obraz dość przygnębiający, jeśli dodamy do tego jeszcze wypowiedzenie umów o operowanie siecią w woj. lubelskim i warmińsko-mazurskim, czy upadłość spółki Green Operator, która zarządzała śląską RSS.

Dziś inwestycje w RSS najlepiej udają się tam, gdzie oddano je w ręce firm prywatnych, tj. w woj. wielkopolskim, lubuskim czy pomorskim. W Wielkopolsce co prawda dużą rolę początkowo odgrywał Urząd Marszałkowski, ale od początku zakładano, że większościowe udziały w Wielkopolskiej Sieci Szerokopasmowej kupi Inea i de facto prefinansuje przedsięwzięcie. Tak naprawdę kablówka prowadziła tę inwestycję dla siebie i dzisiaj RSS wykorzystuje na potrzeby projektów POPC czy OSE. Podobnie Orange w woj. lubuskimi i pomorskim, gdzie otrzymała dotację i rozbudował posiadaną już infrastrukturę, mogąc dzisiaj oprzeć na niej realizację projektów POPC czy OSE.

Rację bytu mogą mieć także RSS ostatecznie przejęte przez województwa, tj. na Podlasiu czy Lubelszczyźnie. Zapewne dłużej będą dochodzić do efektywności niż WSS, ale – co istotne – lokalni operatorzy mówią, że bardzo sensownie współpracuje się z urzędami, które przejęły rolę operatorów infrastruktury.

Dwa lata temu była minister cyfryzacji  Anna Streżyńska na konferencji podsumowującej projekty RSS-ów w Polsce, stwierdziła, że w tych sieciach hula wiatr. Wtedy jednak było za wcześnie na takie oceny. Problemem będzie, jeśli wiatr będzie nadal hulał, gdy skończą się projekty 1.1 POPC. Wtedy stopień wykorzystania infrastruktury RSS-ów pokaże, czy miały one sens. Smutno w tym kontekście wygląda, gdy urzędnicy straszą operatorów kontrolami czy karami, jeśli ci nie będą kupować pojemności w RSS-ach na potrzeby projektów POPC. Oczywiście, powielanie infrastruktury za publiczne środki, to marnotrawstwo, ale nie wszędzie efektywnie korzystać z RSS.

Jak rozstrzygać kwestię np. w woj. podkarpackim, gdzie lokalni operatorzy (nie tylko realizujący projekty POPC) wskazują, że ceny operatora RSS są znacznie wyższe od średnich stawek rynkowych, a ten nie chce negocjować? Zmuszać do zakupu usług, tylko dlatego, że je oferuje operator RSS? Można zrozumieć województwo, które chce jak najwyższej utylizacji infrastruktury. Także partnera prywatnego, że ten chce zarobić jak najwięcej (czy może raczej: zarobić chociaż na koszty utrzymania) i jeśli będzie mógł to wymusić metodami administracyjnymi, to zapewne chętnie to wykorzysta.

To pokazuje słabość modelu PPP przyjętego w RSS-ach. Błąd popełniono na samym początku. Teoretycznie partnerstwo publiczno-prywatne polega na tym, że zaangażowanie kapitału prywatnego w projekty koncesyjne pozwala skierować zaoszczędzone środki publiczne na inne zadania i inwestycje. W przypadku RSS-ów w Polsce Wschodniej jednak gros środków na inwestycje pochodziło z dotacji, a więc źródła publicznego. Partner prywatny tak naprawdę wkładał niewiele. W modelu "zaprojektuj, wybuduj i operuj", jaki zastosowano na Warmii i Mazurach, czy na Podkarpaciu założono nawet, że partnerzy prywatni tyle zarobią na budowie (a więc z założenia za tę fazę się przepłaci), by w początkowych latach operowania pokryć deficyt póki nie dojdzie do rentowności. Życie natychmiast zweryfikowało te założenia i partnerzy, co zarobili na budowie i dostawie sprzętu szybko zgarniali, by wycofać się z operowania. Inaczej było  w Wielkopolsce, gdzie Inea i Asta-Net płaciły za udziały w RSS.

Gdy popatrzymy na projekty realizowane w Polsce Wschodniej, śmiesznie też brzmi inna podręcznikowa zaleta PPP: zachęta do minimalizacji kosztów przez cały okres trwania projektu (np. poprzez zastosowanie technologii pozwalających osiągnąć oszczędności na etapie eksploatacji). Dziś o projektach w Polsce Wschodniej mówi się, że najlepiej wyszli na nich prywatni partnerzy, którzy sprzedali drogi sprzęt wykorzystywany w minimalnym stopniu i często w ogóle niezbyt potrzebny.

Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.