NATO rozważa wykorzystanie komercyjnych sieci 4G i 5G do obsługi łączności wojskowej oraz komunikacji urzędników i żołnierzy w Europie, informuje portal LightReading.com. Sojusz prowadzi w tej sprawie rozmowy z operatorami telekomunikacyjnymi, a pierwsze testy przeprowadzono już w Finlandii, Norwegii i Szwecji. Celem jest odejście od przestarzałych, dedykowanych systemów wojskowych i wykorzystanie infrastruktury budowanej na potrzeby rynku masowego.
Według Johna Stranda z firmy analitycznej Strand Consult, ponad 70 proc. sprzętu komunikacyjnego używanego obecnie przez armie państw NATO jest przestarzałe. Zamiast budować własne sieci radiowe, resorty obrony mogłyby korzystać z modelu zbliżonego do MVNO – posiadać własny rdzeń sieciowy, ale wykorzystywać publiczną sieć dostępową operatora. Takie podejście rozwija już m.in. Szwecja.
Nowa strategia zwiększa znaczenie tzw. zaufanych dostawców infrastruktury. W praktyce oznacza to dalsze ograniczanie roli chińskich producentów, przede wszystkim Huawei i ZTE. Zdaniem ekspertów trudno wyobrazić sobie, aby NATO opierało krytyczną komunikację wojskową na infrastrukturze dostarczanej przez chińskich vendorów. Tymczasem według danych Strand Consult jedynie około 60 ze 100 europejskich sieci komórkowych można dziś uznać za całkowicie „czyste” pod względem obecności chińskiego sprzętu.
Dla operatorów i dostawców infrastruktury, takich jak Ericsson i Nokia, może to oznaczać nowe źródło przychodów. Wraz ze wzrostem wydatków obronnych państw NATO coraz większa część budżetów ma trafiać na łączność, cyberbezpieczeństwo i mobilność wojskową. Korzystanie z publicznych sieci ma również obniżyć koszty sprzętu i terminali wykorzystywanych przez służby oraz armie.
W dalszej perspektywie wojskowi mogą być także zainteresowani technologią ISAC (Integrated Sensing and Communication), która ma stać się częścią standardu 6G. Zwolennicy tego rozwiązania zakładają, że sieci komórkowe będą mogły pełnić funkcję rozproszonego systemu radarowego do wykrywania m.in. rojów dronów.