REKLAMA

Prezydent zawetował ustawę wdrażającą unijny Akt o usługach cyfrowych. Resort cyfryzacji zawiedziony

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA), tj. ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. I tłumaczy, dlaczego podjął taką decyzję.

Państwo ma wolność gwarantować, a nie reglamentować. Tymczasem proponowane rozwiązania tworzą system, w którym zwykły Polak będzie musiał walczyć z aparatem urzędniczym, aby obronić swoje prawo do wyrażania opinii. Na to zgody, być nie może – tłumaczy weto Prezydent Karol Nawrocki.
(źr. Prezydent.pl)

– Ustawa wdrażająca tzw. DSA – Digital Services Act, czyli unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych, w założeniu miała chronić obywateli – w szczególności dzieci. To prawda wirtualna rzeczywistość niesie dziś wiele zagrożeń. To sprawa niezwykle ważna. Wymagająca roztropnego, skutecznego i mądrego uregulowania. I właśnie dlatego nie wolno było jej zniszczyć złymi wrzutkami legislacyjnymi. Po raz kolejny do dobrych rozwiązań doklejono przepisy, które są nie do obrony i po prostu szkodzą – ocenia proponowane zapisy Karol Nawrocki. 

Przypomina, że pod koniec października ubiegłego roku, w trakcie procesu legislacyjnego, apelował o zgłaszanie uwag do ustawy wdrażającej to unijne rozporządzenie. Już wtedy miał poważne wątpliwości wobec jej przyjęcia – założeń, które oddają kontrolę nad treściami w internecie urzędnikom podległym rządowi, a nie niezależnym sądom.

– Niestety, te wątpliwości nie zostały usunięte. Zamiast realnej kontroli sądowej wprowadzono rozwiązanie absurdalne: sprzeciw wobec decyzji urzędnika, który obywatel musi złożyć w ciągu 14 dni – zauważa Prezydent. – Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella „Rok 1984”. Autor pisał o mechanizmie władzy, który najpierw przejmuje kontrolę nad językiem, nad informacją, a w końcu nad myśleniem obywateli. Jeśli władza decyduje, co jest „prawdą”, co „dezinformacją”, kto może mówić, a kto nie, wolność znika krok po kroku – pod pozornymi szczytnymi hasłami bezpieczeństwa, dobra wspólnego czy ochrony najsłabszych – dodaje. 

Zauważa, że poważne wątpliwości konstytucyjne zgłosiły również autorytety i instytucje, w tym Sąd Najwyższy.

– Jako Prezydent nie mogę podpisać ustawy, która w praktyce oznacza administracyjną cenzurę. Tym bardziej, że ukryto w niej możliwość finansowania tzw. „zaufanych sygnalistów”, którzy za publiczne pieniądze mieliby wskazywać „nieprawomyślne” treści i obywateli, którzy takie poglądy wyrażają. Szczególnie bulwersujące jest to, że – by przykryć te cenzorskie zapędy – użyto dobra dzieci. Miało ono stać się cynicznym parawanem, za którym ukryta zostanie realna intencja, czyli kontrola swobody wypowiedzi – punktuje Karol Nawrocki.

I podkreśla, ograniczanie wolności słowa w ten sposób jest niekonstytucyjne, a wykorzystywanie do tego interesu najmłodszych – niemoralne.

– Dlatego po raz kolejny apeluję: skończcie z patologią wrzutek ustawowych – z praktyką, w której do dobrych rozwiązań przemyca się złe, a obywatelom mówi się: „albo wszystko, albo nic”. To jest państwo prawa, a nie targ polityczny. W tej ustawie ponownie zastosowano ten patologiczny manewr „na wrzutkę”. Do rozwiązań, które realnie mogłyby chronić dzieci, doklejono przepisy, które czynią całość nie do przyjęcia wskazuje Karol Nawrocki.

–  Dlatego mówię: weto. Jednak chciałbym, by potraktować to jako apel: Poprawmy to. W ciągu miesiąca możemy przygotować uczciwy projekt. W dwa miesiące możemy mieć ustawę, która chroni dzieci i respektuje Konstytucję. Zapraszam do wspólnego przygotowania dobrego projektu Ministerstwo Cyfryzacji i organizacje, które zwróciły się w tej sprawie do Prezydenta apeluje Karol Nawrocki. 

Z wetem Prezydenta nie zgadza się Ministerstwo Cyfryzacji, które przekonuje, że w ten sposób osłabia on prawa użytkowników internetu. Resort wskazuje też, że ustawa w wersji przekazanej do podpisu Prezydenta uwzględniała poprawki Senatu, które wzmocniły kontrolę sądową nad procedurą blokowania nielegalnych treści w internecie. Tylko sądy powszechne miały decydować o usunięciu takich treści. 

– Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną zwiększała prawa obywateli wobec cyfrowych gigantów. Dawała prawo do odwołania, do uzasadnienia decyzji i do obrony przed arbitralnym usuwaniem treści przez platformy internetowe. Ustawa pozwalała skutecznie walczyć z treściami nielegalnymi, w tym z pedofilią czy oszustwami. Weto Prezydenta osłabia prawa obywateli. Nie możemy się zgodzić na sytuację, w której algorytm lub anonimowy moderator platformy decyduje, kto może zabrać głos w przestrzeni publicznej – bez kontroli, bez odpowiedzialności i bez realnej ochrony wolności słowa – powiedział wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Wiceminister Dariusz Standerski, który pilotował ustawę na poziomie prac parlamentarnych, wskazuje na szereg zmian, które zostały wprowadzone.

– Adresowaliśmy wszystkie wątpliwości i obawy prezydenta Karola Nawrockiego, które pojawiały się w trakcie prac nad ustawą wdrażającą DSA –  podkreśla. Pan Prezydent mówił m.in. o obawach, że to urzędnicy będą blokować treści oraz że decyzje będą wykonywane natychmiast. W Senacie wprowadziliśmy zmianę, która spowodowała, że treść nie zostanie zablokowana przez urzędnika bez wyroku sądu powszechnego. Nie ma natychmiastowej wykonalności takich decyzji, a na końcu każdego procesu stoi sąd powszechny – dodał.

Ministerstwo podkreśla też, że Polska jest jednym z ostatnich krajów w Unii Europejskiej, które jeszcze nie zaimplementowały do polskiego porządku prawnego przepisów unijnego rozporządzenia Digital Services Act. A weto Prezydenta uniemożliwiło ten proces. W ocenie resortu  jest ono zupełnie niezrozumiałe i szkodliwe dla obywateli.