Przegląd prasy, piątek

Dziennik Gazeta Prawna: Sztuczna inteligencja na służbie w wojsku

W pełni autonomiczne bronie, które potrafią same dokonać wystrzału, wciąż nie są wykorzystywane na dużą skalę, ale istnieją już udokumentowane przypadki. Mimo to wciąż nie ma międzynarodowych regulacji określających, w jakich przypadkach wykorzystanie z systemów opartych na sztucznej inteligencji jest uzasadnione. W ciągu zaledwie miesiąca firma Anthropic przeszła drogę od bohatera do zera – i z powrotem. Spółka, która w lipcu 2025 r. podpisała z Pentagonem kontrakt na wykorzystanie jej narzędzi sztucznej inteligencji, w przeddzień wojny z Iranem została uznana przez Departament Obrony za „zagrożenie dla łańcucha dostaw”. Pojawiły się sugestie, że to początek końca Anthropica, szczególnie że na jego miejsce szybko wskoczyło konkurencyjne OpenAI. Prezes firmy Dario Amodei rozpoczął wtedy kontrolowaną dystrybucję najnowszej wersji swojego modelu sztucznej inteligencji o nazwie Claude Mythos, który opisywany jest jako broń masowej zagłady cyfrowej. Według doniesień medialnych Mythos potrafi identyfikować słabości w systemach bezpieczeństwa państw i korporacji oraz bez udziału człowieka podejmować działania zmierzające do ich sparaliżowania. Model umie odgrywać różne role – np. wcielać się w bezwzględnego menedżera, który narzuca rynkowym konkurentom surowe warunki i grozi wstrzymaniem dostaw. Mythos nie słucha poleceń wydawanych przez człowieka, dążąc do zniszczenia za wszelką cenę. W jednym z testów przedarł się do otwartej sieci za pomocą napisanego przez siebie obejścia blokady, chociaż miał się ograniczyć do korzystania z wyznaczonej bazy danych. Następnie opublikował swój program na niszowych portalach. Co więcej, Mythos oszukuje tych, którzy próbują go kontrolować. Gdy nie umiał rozwiązać problemu za pomocą dozwolonych narzędzi (co zdarzało się rzadko), stosował niedozwolone metody, a potem zacierał ślady.

Więcej w: Sztuczna inteligencja na służbie w wojsku (dostęp płatny)

Dziennik Gazeta Prawna: Wielka pralnia autorstwa. Jak modele językowe traktują własność intelektualną

Big tech wypuścił systemy, które pod hasłem „wspólnoty wiedzy” przerabiają cudzy dorobek na zysk właścicieli AI, a koszt wykrywania plagiatu i obrony przed nim zrzucają na autorów. W dłuższej perspektywie za wygodę zapłacimy wszyscy. Proszę sobie wyobrazić: wchodzą państwo do internetu i widzą… własne dzieło, tylko napisane innymi słowami i podpisane cudzym nazwiskiem. Albo lepiej: wygenerowane przez model językowy. Ja już nie muszę sobie tego wyobrażać. Doświadczyłam tego. I mogę powiedzieć jedno: nie jest to doświadczenie ani przyjemne, ani technologicznie ekscytujące. To doświadczenie rozgoryczenia i rozpadu zaufania. Od końca zeszłego roku zdarzyło mi się kilka takich sytuacji. Niektóre były dość banalne – ktoś przepuścił mój tekst przez model językowy, model przepisał go innymi słowami, a człowiek opublikował efekt jako własny. W takiej sytuacji można poprosić o usunięcie, pokiwać głową z zażenowaniem i uznać, że oto dotarliśmy do nowej formy intelektualnej tandety. Problem zaczyna się wtedy, gdy „parafrazowana” treść jest chroniona. Wtedy trzeba zbierać dowody, wskazywać podobieństwa, dokumentować, pisać wezwania, tracić czas i energię na obronę czegoś, co w normalnym świecie powinno być oczywiste – autorstwa.

Więcej w: Wielka pralnia autorstwa. Jak modele językowe traktują własność intelektualną (dostęp płatny)

Dziennik Gazeta Prawna: Jak sztuczna inteligencja umebluje nam państwo

AI recenzuje przepisy, pomaga w ich egzekwowaniu i wspiera sędziów w wydawaniu wyroków. Czy powinniśmy jej pozwolić stanowić prawo? Kluczowa jest tu ocena, czy obecne modele sztucznej inteligencji są na tyle wiarygodne, by móc im powierzyć odpowiedzialne zadania bez nadmiernego ryzyka. Czy byłem zaskoczony informacją, że we wrześniu 2025 r. Albania uczyniła chatbota o nazwie Diella ministrem ds. sztucznej inteligencji? Nie. Premier Edi Rama jest znany z ekscentrycznych pomysłów, a jego posunięcie wpisuje się w coraz silniejszy trend wprzęgania systemów AI w aparat państwowy. Sztuczna inteligencja recenzuje prawo, pomaga w jego egzekwowaniu i wspiera sędziów w wydawaniu wyroków. Mike to superkomputer będący głównym bohaterem klasycznej powieści science fiction „Luna to surowa pani” Roberta A. Heinleina z 1966 r. Autor nakreślił w niej wizję sztucznej inteligencji zdolnej pełnić niemal wszystkie funkcje rządu. To scenariusz bliskiej przyszłości – nawet jeśli nie w pełni pokrywa się z tym, co dzisiaj obserwujemy. W powieści Heinleina prawo stanowił Kongres, a superwydajny Mike szukał w nim luk i badał jego możliwe skutki – np. w sporze o ograniczenia w handlu z Ziemią wyliczył, że po zniesieniu kontroli cen i przejściu na wolny handel standard życia na naszym naturalnym satelicie podniósłby się dwukrotnie. W świecie rzeczywistym to, co robił Mike, nazywa się oceną skutków regulacji. Można ostrożnie szacować, że rocznie w skali globalnej pojawia się od 10 tys. do 30 tys. nowych ustaw. Zwiększa to złożoność i pogłębia niespójność systemów prawnych, a także wywołuje mnóstwo nieprzewidzianych konsekwencji. Nie tylko w krajach, które przyjmują regulacje: w zglobalizowanej erze systemy prawne wchodzą ze sobą we wzajemne, wielopoziomowe interakcje, firmy działają na wielu rynkach, a ludzie nieustannie podróżują. AI ma być miotłą, która uprzątnie legislacyjną stajnię Augiasza.

Więcej w: Jak sztuczna inteligencja umebluje nam państwo (dostęp płatny)

Dziennik Gazeta Prawna: „Mniej więcej": kryzys demograficzny, mniejszy wzrost PKB, jesteśmy w ogonie korzystania z A

W tym tygodniu nie ma dobrych wiadomości. Eurostat mocno obniżył prognozę ludności dla Polski. W 2100 roku będzie nas mniej niż 25 mln (bez migracji dużo mniej). MFW obniża prognozy wzrostu PKB. W korzystaniu ze sztucznej inteligencji daleko nam do europejskich liderów (a nawet do średniaków).Chociaż temat sztucznej inteligencji na dobre wszedł do debaty publicznej, to pod względem popularności narzędzi AI Polacy są daleko za europejskimi liderami. Sporo brakuje nam nawet, byśmy mogli się uznać w tym zakresie za unijnych średniaków. W całej UE w ub.r. z AI korzystał przeciętnie co trzeci mieszkaniec. U nas niecałe 23 proc. Dawało to nam czwarte miejsce od końca w Unii. W starszych grupach wiekowych wyprzedzaliśmy tylko Rumunów. W Polsce 85 proc. korzystających z AI robi to w celach prywatnych, 37 proc. na potrzeby pracy, a 20 proc. w edukacji. W UE proporcje są inne: cele prywatne deklaruje 77 proc. ankietowanych, pracę z AI 46 proc., a naukę 29 proc.

Więcej w: „Mniej więcej": kryzys demograficzny, mniejszy wzrost PKB, jesteśmy w ogonie korzystania z AI (dostęp płatny)

Puls Biznesu: Comarch z rekordowym wynikiem EBITDA i wypchanym portfelem zamówień

Nadciąga era AI? Comarch się nie boi. Informatyczna grupa mimo sprzedaży niektórych biznesów i zmniejszenia zatrudnienia zwiększyła w ubiegłym roku przychody i wygenerowała rekordowy wynik EBITDA. Portfel zamówień na ten rok ma pokaźną dynamikę i zwiastuje dwucyfrowy wzrost wyników.

Więcej w: Comarch z rekordowym wynikiem EBITDA i wypchanym portfelem zamówień (dostęp płatny)

Puls Biznesu: Creotech z Twardowskim celuje w orbitę Srebrnego Globu. Okołoksiężycowe misje otwierają wielkie możliwości

Warta setki milionów euro misja Twardowski, realizowana pod egidą Europejskiej Agencji Kosmicznej i wpisująca się w program Artemis agencji NASA, może wynieść polski Creotech Instruments do grona czołowych integratorów systemów kosmicznych w Europie.

Więcej w: Creotech z Twardowskim celuje w orbitę Srebrnego Globu. Okołoksiężycowe misje otwierają wielkie możliwości (dostęp płatny)

Rzeczpospolita: Na co zwrócić uwagę nabywając oprogramowanie „z drugiej ręki”

Zakup tańszego oprogramowania cyfrowego z rynku wtórnego wiąże się z ryzykami prawnymi. Kluczowe znaczenie ma wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie UsedSoft przeciwko Oracle. Od dłuższego czasu na rynku dystrybucji oprogramowania można zaobserwować zjawisko oferowania przez wyspecjalizowane podmioty – nieoficjalnych dystrybutorów – oprogramowania w formie cyfrowej (tj. bez fizycznego nośnika) tańszego niż to dostępne bezpośrednio u producentów. Przedsiębiorcy, dążąc do optymalizacji kosztów działalności, często decydują się na zakup oprogramowania w formie cyfrowej z tzw. drugiej ręki. W artykule postaramy się odpowiedzieć na pytanie, jakie potencjalne zagrożenia dla nabywcy może rodzić zakup oprogramowania z takiego źródła. Przełomowym orzeczeniem mającym wpływ na możliwość obrotu wtórnego oprogramowaniem w formie cyfrowej był wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 3 lipca 2012 r. w sprawie UsedSoft GmbH przeciwko Oracle International Corp. (C‑128/11). Postępowanie przed Trybunałem dotyczyło sporu w zakresie odsprzedaży licencji między producentem oprogramowania Oracle (który uznawał, że dalsza odsprzedaż jest niezgodna z treścią postanowień licencyjnych, wyraźnie wskazujących, że licencja może być przenoszona), a dystrybutorem oprogramowania „z drugiej ręki” UsedSoft. W odpowiedzi na pytanie prejudycjalne Bundesgerichtshof TSUE podjął się wykładni instytucji wyczerpania praw autorskich do programów komputerowych.

Więcej w:  Na co zwrócić uwagę nabywając oprogramowanie „z drugiej ręki” (dostęp płatny)

Rzeczpospolita: Pieniądz elektroniczny: jak gotówka traci status typowej formy pieniądza

Przez wieki „mam pieniądze” znaczyło „mam je fizycznie” w portfelu. Dziś dla rosnącej grupy ludzi prawdziwy pieniądz to cyfra na ekranie telefonu, a gotówka – jeśli w ogóle – jest tylko jej fizycznym cieniem. To nie tylko zmiana technologiczna. To zmiana w tym, jak myślimy o posiadaniu i wydawaniu. Kiedy moje dzieci otrzymały swoje pierwsze konta bankowe, stałem się wpłatomatem. Jeśli tylko uzyskały gdzieś gotówkę (zwykle od dziadków), przynosiły ją do mnie z prośbą o wpłacenie na konto. Kiedy pytałem o powody, mówiły, że w ten sposób mają po pierwsze, lepszą kontrolę nad oszczędnościami, a po drugie pieniądze na koncie są dużo wygodniejsze w użyciu. Moje dzieci nie są wyjątkiem. Typowa forma pieniądza zmienia się na przestrzeni wieków. Zaczynaliśmy od form bezgotówkowych, które zastąpiły prosty barter – wymianę jednych produktów na inne (mięso na zboże, broń do polowania na jedzenie). Prawdopodobnie na początku były to płacidła i upominki potwierdzające zobowiązania pomiędzy plemionami. Do dzisiaj używają ich (tak zwane hxaro) Buszmeni z plemienia !Kung. Wkrótce rozwinęły się one do pieniędzy przedgotówkowych. W tym celu ludzie używali muszelek, grotów strzał i innych rzadkich, trudno dostępnych w danym miejscu elementów – takich jak wielkie kamienie rai używane do transakcji na wyspie Yap w Mikronezji. Taką rolę pełniły również cenne kruszce, od żelaza, po srebro i złoto. Te ostatnie w pewnym momencie przybrały formę gotówki. Wybijanych i potwierdzanych przez państwo monet, a następnie oficjalnych banknotów.

Więcej w: Pieniądz elektroniczny: jak gotówka traci status typowej formy pieniądza (dostęp płatny)