AKCJA SPOŁECZNA

Quo vadis RSS?

Przedsięwzięcie pod nazwą budowa regionalnych sieci szerokopasmowych (RSS) szczęśliwie dobiega do finału. Przynajmniej teoretycznie. W większości z projektów prace budowlane zostały zakończone i pozostaje tylko kwestia odbiorów, czy finansowych rozliczeń. Sprawą otwartą pozostaje, na ile teraz RSS-y spełnią swą rolę w likwidowaniu białych plam telekomunikacyjnych. Taki był wszakże jeden z celów, gdy planowano te inwestycje i uruchamiano ogromne  unijne dotacje.

Na papierze efekty wyglądają całkiem nieźle. Z opublikowanego w tym tygodniu przez UKE raportu o infrastrukturze wynika, że więcej niż co drugi budynek (56 proc.) w Polsce – będący dziś białą plamą NGA – znajduje się w buforze 6 km od węzła RSS i potencjalnie może zostać łatwo objęty siecią dostępową (np. budowaną dzięki dotacji z POPC). Najlepiej wypada województwo wielkopolskie (98 proc.) i lubuskie (96 proc.). W przypadku sieci w Polsce Wschodniej waha się on na poziomie 80-90 proc. Słabo wypada województwo łódzkie (18 proc.), ale tam kiedyś zadecydowano, że sieć regionalna będzie głównie obsługiwać szpitale. Nawet nie warto dyskutować o absurdalności tej koncepcji.

W praktyce sprawa RSS jest bardziej skomplikowano. Wiadomo, że inwestycje te obmyślane były mniej więcej 10 lat temu i wówczas rzeczywistość sieciowa w Polsce wyglądała zupełnie inaczej. Delikatnie mówiąc, RSS ruszają o mniej więcej trzy lata za późno. Dziś wielu operatorów sieci dostępowych mówi, że wtedy rzeczywiście borykali się z problemem dostępu do sieci szkieletowo-dystrybucyjnych. Dziś w wielu przypadkach ten problem jest lepiej, czy gorzej rozwiązany.

Spójrzmy choćby na działanie 2.1 PO RPW, w którym operatorzy ostatniej mili otrzymali wsparcie na budowę sieci w pięciu województwach Polskich Wschodniej. Jednym z warunków było dowiązanie sieci do infrastruktury wybudowanej w ramach lokalnych RSS.

Problem w tym, że wiele, a może nawet większość z tych projektów została/zostanie zakończona przed faktycznym uruchomieniem usług w RSS-ach. To oznacza, że lokalni ISP musieli jakoś sobie radzić i znajdować gdzie indziej punkty styku z internetem. Czy teraz wypowiedzą te umowy, by korzystać z SSPW?

Trudno też ukryć, że ceny zaproponowane przez niektórych operatorów infrastruktury RSS są wyższe niż te, jakie ISP mogą uzyskać na wolnym rynku. "Prowadzę negocjacje z jednym z operatów komórkowych o udostępnieniu mu moich światłowodów. Gdybym zaproponował taką cenę, jaka jest w cenniku operatora infrastruktury, to nie mielibyśmy o czym rozmawiać" – mówi przedstawiciel lokalnego operatora.

Na Podkarpaciu np. operator infrastruktury argumentuje, że musiał ustalić stawki hurtowe na wysokim poziomie, bo będzie ponosił wysokie koszty z tytułu opłat za umieszczanie urządzeń w pasie drogowym, które są szacowanie na kilkanaście milionów złotych rocznie. To oznacza jednak, że dwa lata wcześniej ktoś w konsorcjum podpisującym umowę z województwem źle skalkulował biznes lub przyjął, że "swoje zarobi" na budowie, a potem co będzie, to będzie.

RSS-y zostały wybudowane, ale to tylko połowa sukcesu. Teraz muszą wypracować swój biznesowy model działania i znaleźć miejsce na rynku. Być może będziemy świadkami ich fuzji, wykupywania, itp. Fatalnym pomysłem byłaby jednak próba odgórnego zmuszania operatorów do korzystania z RSS, np. jako warunek starania o dotacje w ramach POPC. Taki sposób interwencji, czy regulacji rozwiązuje zazwyczaj tylko problem doraźnie, a w dłużej perspektywie choroby nie leczy.