Korzyści z „efektów mnożnikowych” inwestycji w data center nie do wszystkich muszą przemawiać. I może nawet lepiej nie szafować tego typu argumentami.

No i w Polsce też się zaczęło. Nie wiem, czy swego rodzaju pocieszeniem dla operatorów komórkowych może być, że ludzie zaczynają wszczynać protesty już nie tylko przeciwko masztom komórkowym, ale i planom budowy centrów danych. Zaczęli się bowiem ujawniać przeciwnicy tego typu inwestycji w Bielsku-Białej czy podwarszawskim Piasecznie. Wskazują, że obiekty pociągną za sobą duże zużycie energii i wody oraz będą uciążliwe ze względu na powodowany hałas.
W sumie nie może dziwić, że i tego typu wątpliwości zaczęły być głośno artykułowane także w Polsce, skoro w lipcu media szeroko doniosły o fali protestów w USA. Mieszkańcy 142 miejscowościach z 42 stanów sprzeciwiali się budowie nowych centrów danych i szybkiemu rozwojowi AI. Argumenty przedstawiane przez uczestników tych happeningów były takie same jak w Polsce – duże zużycie wody, wpływ na rosnące ceny prądu i uciążliwy stały hałas. Dodatkowo protestujący w USA występowali przeciwko zbyt dużej koncentracji wpływów firm technologicznych stojących za AI. Przytaczano wyniki badań Gallupa, według których 71 proc. Amerykanów nie chce budowy centrum danych AI w swojej okolicy, a 48 proc. sprzeciwia się zdecydowanie. To wyższy poziom niechęci niż w przypadku sąsiedztwa elektrowni jądrowej, które kontestowało 53 proc. respondentów.
Z podobnym protestami mamy też do czynienia od kilku lat w krajach Europy. Krajach, które w przeszłości były Eldorado dla data centers, np. w Holandii. I tak w sierpniu tego roku ponad 500 osób przyłączyło się do kampanii sprzeciwiającej się budowie ogromnego centrum danych w dzielnicy Amsterdam-Zuidoost, planowanego przez amerykańską firmę Equinix. Przeciwnicy argumentowali, że inwestycja ta nie przyniesie okolicy „żadnych korzyści”. I przecież w ostatnich latach rząd Holandii wprowadził ograniczenia dotyczące wielkości centrów danych, reagując na krytykę ze strony władz prowincjonalnych i miejskich, które wskazywały na nadmierne obciążenie sieci elektroenergetycznej. W 2024 r. centra danych odpowiadały za 4,6 proc. całkowitego zużycia energii elektrycznej w Holandii.
Czy więc w sytuacji rosnącej wrogości do centrów danych – a można przypuszczać, że w Polsce trend będzie się nasilać – ziszczą się nadzieje niektórych (np. Polskiego Związku Centrów Danych) o przyciągnięciu do Polski w najbliższych latach inwestycji liczonych w gigawatach (dziś poziom mocy operacyjnej wszystkich centrów danych w naszym kraju szacuje się na 250 MW)? Czy inwestorzy, planujący budowę, mogą znaleźć argumenty, które przekonają mieszkańców, by spojrzeli przychylnym okiem na budowę?
Na pewno nie będą to tłumaczenia, jak przedstawia gmina Piaseczno, że planowana inwestycja jest zgodna z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego czy zapewnienia o zastosowaniu najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i organizacyjnych przy realizacji inwestycji. Dla mieszkańców Bielska-Białej podobnie nieprzekonywujące może być wyjaśnienie im specyfiki systemu chłodzenia w planowanym data center, ponieważ dla większości jest to „science fiction”.
Operatorom trudno też używać argumentów, że tworzą miejsca pracy, bo wiadomo, że w centrach danych nie znajdzie jej tyle osób, co w tradycyjnych fabrykach. Dlatego też np. firma DL Invest, inwestor z Bielska-Białej, deklaruje, że chce zachować i rozwijać przemysłowy charakter terenów po Fiacie. Centrum danych ma być jednym z elementów parku łączącego produkcję, logistykę, działalność badawczo-rozwojową, automatyzację oraz infrastrukturę cyfrową. To jednak też argument na dość wysokim poziomie abstrakcji. Zapewne Holendrzy, którzy protestują przeciwko planom Equinixa, by go wyśmiali.
PLDCA argumentuje, że gospodarczy wpływ centrów danych wykracza daleko poza mury samych obiektów i bezpośrednie zyski operacyjne operatorów. Branża ta bowiem generuje potężny efekt mnożnikowy, stając się kołem zamachowym dla wielu innych gałęzi biznesu. Może to brzmi i efektownie, ale co to oznacza dla zwykłego Kowalskiego i dlaczego Amerykanie czy Holendrzy mają dość u siebie centrów danych, skoro to samo dobro?
Ponad dekadę temu, gdy Polkomtel otwierał swoje data center w Grodzisku Mazowieckim, burmistrz tej podwarszawskiej miejscowości powiedział bardzo prosto, że cieszą go takie inwestycje nie tylko ze względu na nowoczesność, ale przede wszystkim dlatego, że dzięki podatkom z tego obiektu co roku będzie mógł wyremontować uliczkę w mieście. Oczywiście to byłe inne czasy i tego typu obiekty nie powstawały masowo jak obecnie i nie budziły też żadnych kontrowersji. Myślę jednak, że taka argumentacja bardziej przemówi do zwykłego Kowalskiego niż górnolotne „efekty mnożnikowe” które są dla mieszkańców Piaseczna czy Bielska-Białej nieweryfikowalne.
Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.