Instytut Łączności tłumaczy o co chodzi w zmianach w prawie budowlanym dotyczących BTS-ów

Instytut Łączności odniósł się do sytuacji w Limanowej, gdzie lokalny serwis internetowy straszy mieszkańców skutkami zmian w prawie budowlanym, które przyniosły ułatwienia przy stawianiu stacji bazowych.

Sprawę relacjonowaliśmy kilka dni temu. 

 Po Limanowej krąży widmo – nie komunizmu, lecz dwunastometrowego masztu telekomunikacyjnego. Widmo to, jak przystało na fantazję, ma jedną cechę stałą: rośnie do rozmiarów mitu, zanim ktokolwiek sprawdzi, co naprawdę jest w przepisach. I właśnie w tej konwencji napisany jest artykuł z Limanowa.in - jako głos trybuna ludowego, który w imię „zwykłych ludzi” opowiada historię o „związanych rękach” i „braku dyskusji”, bo strach sprzedaje się lepiej niż spokojne wyjaśnienie. Tymczasem warto zacząć od rzeczy podstawowej – odróżnić retorykę strachu od realnego sensu nowelizacji – komentuje publikację lokalnego portalu Instytut Łączności. 

 
(źr. Instytut Łączności)

Argumentuje, że nowelizacja prawa budowlanego wcale nie odbiera głosu mieszkańcom i nie znosi kontroli państwa, za to porządkuje przepisy, które przez lata były źródłem sporów i niepewności. Zamiast interpretacyjnej ruletki wprowadza jasne zasady, co – wbrew chwytliwym nagłówkom – zwykle działa na korzyść wszystkich: administracji, inwestorów i mieszkańców. Bo zasięg, podobnie jak bezpieczeństwo, nie bierze się z emocji i clickbaitów, tylko z rozsądnych, jasno zapisanych reguł.

Autorzy polemiki – mgr inż. Marek Lipski z Instytutu Łączności - PIB i Roberto Romański z Ministerstwa Cyfryzacji wyjaśniają, że nowelizacja Prawa budowlanego, która weszła w życie w styczniu 2026 r., nie wprowadza żadnych nowych ułatwień inwestycyjnych w znaczeniu materialnym. Nie zmienia standardów technicznych, nie znosi norm środowiskowych, nie odbiera obywatelom ochrony prawnej. Jej istotą jest doprecyzowanie, a nie liberalizacja przepisów – uporządkowanie tego, co przez lata funkcjonowało w praktyce w sposób niejednoznaczny i często rozbieżny interpretacyjnie. 

I wskazują, co zmienia nowelizacja, podkreślając, że prawo budowlane od dawna opiera się na trzech trybach realizacji inwestycji:

  • bez formalności (dla drobnych robót),
  • na zgłoszenie (dla inwestycji o ograniczonej skali),
  • na pozwolenie na budowę (dla obiektów większych lub silniej oddziałujących).

 – Nowelizacja nie wprowadza nowych trybów. Po prostu jasno wskazuje, które instalacje telekomunikacyjne do którego trybu należą. I właśnie tu leży sedno sprawy – przez lata identyczne instalacje w jednej gminie były realizowane na zgłoszenie, a w innej wymagały pozwolenia na budowę. Nie dlatego, że różniły się technicznie, ale dlatego, że różnie je interpretowano. W najnowszej nowelizacji ustawodawca postanowił ten spór przeciąć  – wyjaśniają Lipski i Romański. 

Odnoszą się do też do artykułu z portalu Limanowa.in, w którym padały stwierdzenia, że nowe prawo pozwala na realizację masztów do 12 metrów „bez dyskusji”. Wskazują że prawo budowlane nie działa w kategoriach publicystycznych sloganów. To sformułowanie jest nośne, ale jednocześnie jest skrótem, który prowadzi na manowce. Po pierwsze, mowa jest o określonych pracach i określonych trybach prawa budowlanego – to nie jest „licencja na budowę czegokolwiek, gdziekolwiek, na każdej działce”. Po drugie, samo uzasadnienie podkreśla, że doprecyzowanie ma dotyczyć właśnie instalacji radiokomunikacyjnych (w tym stacji bazowych) w tych progach, aby uciąć wątpliwości, czy mieszczą się w pojęciu „instalowania” na istniejących obiektach. To korekta techniczna i systemowa, a nie manifest przeciwko sąsiedztwu.

Bowiem tryb zgłoszenia nie oznacza braku kontroli. Każde zgłoszenie trafia do organu administracji architektoniczno-budowlanej. Urząd ma prawo wnieść sprzeciw, jeśli inwestycja narusza przepisy, wykracza poza dopuszczalny zakres albo oddziałuje na otoczenie w sposób wymagający pozwolenia na budowę. Tzw. milcząca zgoda nie jest automatem – to mechanizm, który funkcjonuje w polskim prawie od lat i dotyczy tysięcy inwestycji, od przyłączy po instalacje techniczne. Krótko mówiąc – zgłoszenie to uproszczona procedura, a nie brak procedury.

W artykule pojawia się również sugestia, że uproszczenie procedur budowlanych oznacza mniejszą kontrolę nad bezpieczeństwem. Lipski i Romański wskazują, że autor miesza dwa porządki prawne. Kwestie pól elektromagnetycznych nie są regulowane przez Prawo budowlane, lecz przede wszystkim przez Prawo ochrony środowiska i właściwe przepisy wykonawcze. To tam określone są dopuszczalne poziomy PEM, obowiązki pomiarowe i nadzorcze. Nowelizacja nie zmienia tych zasad ani ich nie osłabia. Po prostu nie udaje, że procedura budowlana jest narzędziem do rozstrzygania wszystkiego.

Lipski i Romański przekonują, że mieszkańcy sąsiedni posesji, gdzie jest lokalizowany maszt nadal będą mogli być stroną postępowania.

– To jest jeden z najbardziej mylących elementów całej narracji. Status strony w postępowaniu administracyjnym nigdy nie zależał wyłącznie od faktu bycia sąsiadem. Zawsze decydował interes prawny. Ta zasada nie zmieniła się ani o jotę. Jeżeli inwestycja realnie oddziałuje na nieruchomości sąsiednie, narusza przepisy techniczne lub środowiskowe albo powinna być realizowana na podstawie pozwolenia na budowę – procedura administracyjna uruchamia się w pełnym zakresie, wraz z prawem do odwołań i kontroli sądowej. Nowelizacja nie zamyka tej drogi – odpowiadają. 

Osobnym elementem tekstu na portalu limanowa.in jest kontrast: „maszt na trawniku – nie, ale kontener telekomunikacyjny – tak”.

Według Instytutu Łączności, autor gra tu emocją: duży, blaszany kontener – ma brzmieć jak obejście logiki i zdrowego rozsądku. Tymczasem kontenery techniczne są standardowym elementem infrastruktury i często pełnią funkcję rozbudowanej szafy telekomunikacyjnej. Nawet przy zgłoszeniu inwestor musi posiadać projekt, zapewnić nadzór, wykonać inwentaryzację geodezyjną i zgłosić zakończenie robót. To nie jest stawianie obiektu „z dnia na dzień i bez śladu”. Innymi słowy – nawet tam, gdzie ustawodawca upraszcza ścieżkę, nie tworzy „wolnej amerykanki”, tylko przestawia ciężar wymagań na inne, typowe instrumenty procesu budowlanego.

 –  Najbardziej pomijanym wątkiem w artykule są realia życia w miastach i miasteczkach. W warunkach zurbanizowanych - szczególnie tam, gdzie zabudowa jest gęsta, granice nieruchomości stykają się, a nawet budynki mają ściany w granicy  – oczywiste jest, że infrastrukturę umieszcza się na budynkach. Sieć dogęszcza się tam, gdzie są ludzie i potrzebne są usługi - przy rynku, przy szkołach, przy urzędach, w dzielnicach mieszkalnych. Alternatywa „postawcie to daleko, najlepiej poza miastem” bywa równie nieakceptowalna dla innych mieszkańców (bo maszt „na wzgórzu” też jest i „widać go i przeszkadza”), a w praktyce często nie rozwiązuje problemu jakości i pojemności sieci w centrum. To nie jest kwestia widzimisię operatorów, tylko geometrii terenu, fizyki zasięgu i rosnących potrzeb usług publicznych – zwracają uwagę Lipski i Romański.