Koniec wieżowej idylli

Od pierwszych operacji spin-offu wież i masztów z firm mobilnych minęło sporo czasu i rynek zaczyna mówić: „sprawdzam!”. Wnioski można wyciągać różne, poza jedną, niezbywalną i ponadczasową prawdą: konkurencja jest dobra, a monopol jest zły.

Pamiętam jak 10 lat temu, podczas konferencji regionu CEE Grupy Orange, ówczesny zastępca jej szefa, Ramon Fernandez mówił, że „za 10 lat zobaczymy jaka jest realna efektywność transakcji wieżowych”. Mówił nie bez sarkazmu, bo jego firma nie sprzedawała wówczas infrastruktury i do dziś nie jest skora. Jedni gracze to zrobili, inni tego nie zrobili. Jedni sobie chwalą, inni zupełnie nie i właśnie te ostatnie przypadki pokazują, że Ramon Fernandez miał dużo przenikliwości.

Że działalność firm wieżowych to jest źródło dużej gotówki dla operatorów, a nie żadne strategiczne wunderwaffe, to trzeźwi ludzie mówili już dawno temu. Jedni tej gotówki chcieli, albo potrzebowali więc wieże sprzedawali. Inni gotówki tak bardzo nie potrzebowali i ważniejsze dla nich było to, że w ciągu 10 lat zapłacą w czynszu dużo więcej niż teraz mogą dostać do łapy. Zwłaszcza kiedy „sytuacja na rynku się zmienia” i operator ‒ jak Fastweb+Vodafone oraz TIM we Włoszech ‒ chciałby płacić mniej za dzierżawę, ale długoterminowa umowa ‒ cyrograf za wagon gotówki przed laty ‒ nieubłaganie dusi. Nikt tam już nie odmienia przez wszystkie przypadki takich słów, jak „efektywność”, „współdzielenie”, „synergie”, tylko narzeka na „niską elastyczność” partnera.

W Polsce transakcje wieżowe są jeszcze zbyt świeże, abyśmy mogli obserwować ostre spory. I u nas widać jednak, że nie wszystko działa tak pięknie, jak sobie na początku wyobrażano. RAN sharing Playa z Polkomtelem ma ekonomiczny i techniczny sens, Cellnex miał tu być zaufaną trzecią stroną, a mija piąty rok i umowy o współdzieleniu wciąż nie ma. Umowy tej potrzebuje choćby sam Cellnex, bo inaczej nie znajdzie chętnego na wystawiony kilka lat temu na sprzedaż pakiet 49 proc. udziałów w polskim biznesie.

Ja bym nawet się nie zżymał na te wszystkie strategiczne kontredanse: sprzedał, wziął kasę, zmienił zdanie, obraził, zaczął budować nowe... Kiedyś się opłacało, a teraz już się nie opłaca. Biznes. W przygodach Fastweb+Vodafone oraz TIM widzę jednak inną ‒ banalną, ale często pomijaną naukę ‒ monopolista (jakim dla obu graczy stał się Inwit) na dłuższą metę zawsze wykorzysta swoją pozycję. Nawet mając racjonalne powody, wcześniej czy później na pewno podniesie ceny. O tyle łatwo, że ze świadomością, iż trudno z nim zerwać.

I tę myśl dedykuję wszystkim tym, którzy dzisiaj twierdzą, że konkurencja infrastrukturalna to przeżytek. Konkuruje się wszak jakością usług i poziomem obsługi klienta… bla bla… bla bla… Konkurencja infrastrukturalna to marnacja, owszem, ale tylko dla infrastrukturalnego monopolisty. Dla wszystkich innych stron na rynku, to błogosławieństwo.

Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.

Postaw kawę autorowi