TELKO.IN / Artykuły / Cyberbezpieczeństwo

Kto i dlaczego nęka lokalnych operatorów atakiem DDoS?

W przypadku lokalnych ISP są to ataki DDoS z wymuszeniami i okupem (tzw. RDoS, Ransom DDoS), czyli przestępcy stosują klasyczny szantaż – wysyłają żądanie okupu pod groźbą zablokowania sieci operatora sztucznym ruchem. Często wykonują krótki atak demonstracyjny, aby udowodnić swoją siłę, tj. celowo zakłócają działalność sieci, a następnie żądają zapłaty za powstrzymanie ataku. Żądania okupu są często skromne (tak jest w przypadku lokalnych iSP  – 32 tys. zł) w porównaniu z wyrządzonymi szkodami, co zmusza małe firmy o ograniczonej tolerancji na odcięcie klientów od szybkiego internetu do płacenia okupu. Nawet po dokonaniu płatności nie ma gwarancji, że ataki ustaną, a ofiary mogą ponownie paść ofiarą ataków.

Zdarza się jednak i tak, że małe przedsiębiorstwa mogą paść ofiarą złośliwych działań konkurencji, która próbuje zakłócić działalność w krytycznych okresach biznesowych, takich jak premiery produktów, wyprzedaże czy szczyty sezonu. Ponieważ usługi DDoS na zlecenie są niedrogie i anonimowe, konkurenci mogą postrzegać je jako mało ryzykowny sposób na uzyskanie przewagi konkurencyjnej poprzez tymczasowe wyłączenie firmy z sieci.

Bywa też tak, że atakujących do przeprowadzania ataków DDoS  mogą motywować  sprzeczności ideologiczne, poglądy polityczne (tzw. hatywizym) lub konflikty osobiste. Tego typu przypadki można określić jako ataki w ramach protestu lub odwetu. Operatorzy z widocznym zaangażowaniem społecznym mogą więc paść ofiarą ataków jedynie za zajęcie stanowiska, które rozgniewa określoną grupę lub osobę. 

Eksperci od cyberbezpieczeństwa wskazują też często, że łatwość dostępu do platform DDoS na zlecenie prowadziła również do ataków motywowanych ciekawością lub nudą, a nie chęcią zysku. Niektórzy atakujący wykorzystują strony internetowe małych firm jako „cele testowe” do eksperymentowania z narzędziami ataku, chwalenia się na forach internetowych lub po prostu wywoływania zamieszania, ponieważ bariery wejścia w taką działalność cyberprzestępczą są bardzo niskie.

I wreszcie w niektórych przypadkach ataki DDoS służą do rozpraszania uwagi zespołów IT (tzw. zasłona dymna), podczas gdy atakujący podejmują inne złośliwe działania, takie jak wyłudzanie danych uwierzytelniających, kradzież danych lub oszustwa. Małe firmy z ograniczonym monitoringiem bezpieczeństwa są szczególnie narażone na tę dwojaką taktykę. Dlatego też, lokalni operatorzy w Polsce, którzy byli ofiarami DDoS zapewniają klientów, że ich dane nie zostały wykradzione i są bezpieczne. 

Warto też pamiętać, że ataki DDoS są w Polsce przestępstwem, które podlega karze na podstawie Kodeksu Karnego. Zgodnie z art. 268a, zakłócanie działania systemu komputerowego może skutkować karą pozbawienia wolności do 3 lat lub do 5 lat w przypadku wyrządzenia znacznej szkody majątkowej. 

Czy hakerzy nękający lokalnych ISP atakiem DDoS wpadną w ręce sprawiedliwości? Niektórzy operatorzy dopytują się, czy sprawą ataków DDoS na ich firmy zajmuje się Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Niektórzy wątpią w skuteczność służb.

Samo CBZC na swej stronie natomiast radzi, że zapobieganie atakom DDoS wymaga zastosowania odpowiednich technologii, takich jak zapory sieciowe, systemy wykrywania anomalii czy usługi filtrowania ruchu. Kluczowe jest również regularne aktualizowanie systemów oraz edukacja użytkowników w zakresie cyberbezpieczeństwa. Firmy mogą dodatkowo korzystać z rozwiązań oferowanych przez dostawców usług bezpieczeństwa, które minimalizują ryzyko zakłócenia działania ich systemów

Czytaj również: