
Przez rynek przetacza się masywna fala światłowodowych inwestycji, która była chyba najważniejszym zjawiskiem ostatnich 10 lat w polskiej telekomunikacji. Każda fala ma to do siebie, że wznosi się i opada. Co zobaczymy, kiedy horyzont się wygładzi?
Ja tam zasadniczo jestem dosyć zadowolony ze stanu rynku telekomunikacyjnego w Polsce i nie powielam „o la boga” narracji, że jest beznadziejnie i nie ma za co inwestować. Jak gdyby od 10 lat Polska nie była wielkim placem telekomunikacyjnej budowy... Niemniej dyskusja, którą miałem okazję we wtorek prowadzić podczas Forum Gospodarczego TIME uzmysłowiła mi rzecz ‒ w sumie oczywistą ‒ budowa światłowodów, to inwestycje, a te nie zawsze się udają.
Każdy, kto obserwuje rynek szerokopasmowy w Polsce dostrzeże dwa zjawiska. Z jednej strony operatorzy infrastruktury lamentują, że nasycenie nowych sieci usługami jest za niskie, bo po 5 latach mają 30 proc. a w biznes planach dla inwestorów napisali, że będzie 50 proc. Ok, przyjmijmy do wiadomości, że na części optycznych zasięgów dzisiaj hula wiatr (doradzałbym trochę cierpliwości). Z drugiej strony wiadomo, że jest wciąż dużo niezaspokojonego popytu. Mieszkańcy wielu miejscowości z zazdrością patrzą na sąsiadów, którym podciągnięto światełko, a gdy na ich ulice zabrakło już unijnej dotacji. Niejeden wójt i burmistrz wciąż musi stawać na rzęsach, by zapewnić nowoczesną telekomunikacją w swojej gminie.
Oba zjawiska poniekąd kolidują (przynajmniej światopoglądowe) i jakoś to się wszystko musi w ciągu najbliższych lat wyjaśnić: za dużo tych sieci, czy za mało? Zapewne, tam gdzie jest popyt, a nie ma sieci, sieć się pojawi. Gdzie jest sieć, a nie ma popytu, popyt się pojawi albo… się nie pojawi. Nawet przemyślane prywatne inwestycje nie wszędzie muszą się monetyzować. A już z pewnością nie wszędzie zmonetyzują się inwestycje finansowane ze środków publicznych. Środki publiczne są publiczne, a więc niczyje. Łatwo się je wydaje i niekoniecznie z najwyższym namysłem. Dodajmy do tego przypadki, gdzie na projekcie ma zarobić firma budowlana, albo gdy zasięg buduje się na sprzedaż wielkiemu graczowi, który niekoniecznie będzie badał popyt, tylko liczył gospodarstwa domowe. Część nowych sieci będzie leżała odłogiem, ciekawe tylko jak duża część? Jeżeli zbyt duża, to po okresie trwałości nie opłaci się utrzymywać urządzeń i będą demontowane. Ciekawe, ile takich urządzeń będzie?
Kolejna sprawa to część małych i średnich firm telekomunikacyjnych, które może zaczęłyby się wycofywać z biznesu już 10 lat temu, ale postanowiły pozostać, skorzystać z szansy na rozbudowę sieci i zaoferować inwestorom większe zasięgi. Uważam zresztą, że to bardzo korzystne zjawisko: dla tych przedsiębiorców, dla abonentów, dla telekomunikacji i dla gospodarki jako takiej. Niemniej co było do zbudowania, zbudowane zostało. Dalszych szans na tak wielkie dotacje jak przez ostatnie 10 lat praktycznie już nie ma. Dla niejednego przedsiębiorcy, to będzie sygnał do sprzedaży swojej firmy, bo czas na odpoczynek, a nie zawsze jest komu zostawić biznes.
Budowa sieci oraz akwizycje napędzane były środkami nie tylko publicznymi, ale i finansowaniem komercyjnym. Teraz inwestorzy powoli wychodzą ze swoich przedsięwzięć i bilansują osiągnięcia. Teraz okaże się kto przestrzelił, a kto zarobił. Który model się sprawdził lepiej, a który gorzej. Czy zadowolony może być fundusz InfraCapital, który wszedł w budowę hurtowej sieci od zera, czy bardziej Macquarie, APG i InfraVia, które zainwestowały w nową infrastrukturę, ale już z solidną bazą abonencką, czy może Arcus, który postawił głównie na konsolidację. Firmy inwestycyjne żyją co prawda bardziej z opłat za zarządzanie powierzonymi im środkami, wynik funduszu to druga sprawa. To bardziej udziałowcy funduszów będą musieli zrewidować, czy te światłowody to rzeczywiście taka złota żyła, jak im obiecywano 10 lat temu.
„Sprawdzam” nastąpi w wielu obszarach światłowodowego rynku i na pewno będzie niejedno rozczarowanie. I tak to chyba działa na rynku i wszystko jest w porządku, jeżeli skala rozczarowania nie przekroczy pewnej proporcji do zainwestowanych środków. Po fazie boomu w telekomunikacji rynek się skoryguje i wróci na spokojniejsze wody. Mam nadzieję, że wzrostowe.
Może nas jednak czekać kubełek zimnej wody na rozgrzane w ostatnich latach głowy. Za uzmysłowienie tego faktu dziękuję Magdzie Russyan, Ignacio Iruricie, Tomkowi Dakowskiemu, Piotrowi Muszyńskiemu, Tomaszowi Żurańskiemu, Piotrowi Kuriacie i Danielowi Jasińskiemu.
Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.