W Polsce sprzedaż smartfonów spada w tym roku w dwucyfrowym tempie. Nie ma to jednak związku z zakazem używania komórek w szkołach podstawowych. Większy wpływ może mieć to na korzystanie z internetu przez dzieci. Ale i tu eksperci są ostrożni – pisze Parkiet.
Od 1 września w Polsce obowiązuje nowelizacja ustawy Prawo oświatowe, która zakazuje używania smartfonów przez uczniów w szkołach podstawowych zarówno w trakcie lekcji, jak i na przerwach. Rozmowy o wprowadzeniu tych zapisów w prawie trwały – z przerwą na pandemię – kilka lat, a ostatecznie nabrały tempa w 2024 r. Nie bez znaczenia był nacisk pozarządowej Fundacji Instytut Spraw Obywatelskich z Łodzi znanej ze sceptycyzmu wobec technologii cyfrowych (dała się poznać wcześniej przy początkach budowy sieci 5G).
Hipermarkety ze sprzętem RTV AGD i operatorzy telekomunikacyjni – tak jak w poprzednich latach – reklamowali usługi i smartfony w kampaniach poprzedzających start roku szkolnego. Co prawda widać lekkie przesunięcie akcentów na inne urządzenia i telefony z drugiej ręki. Zakaz używania sprzętów przez kilka godzin dziennie nie oznacza zakazu ich posiadania w ogóle – tłumaczą przedsiębiorcy.
– Zakaz dotyczy używania urządzeń w szkołach podstawowych, a nie posiadania smartfona przez dziecko. Dlatego spodziewałbym się raczej niewielkiego, a nawet znikomego wpływu na wolumen całego rynku. Będzie to raczej dodatkowy czynnik ograniczający popyt w segmencie dziecięcym, obok czynników demograficznych, dłuższych cykli wymiany urządzeń, a przede wszystkim rosnących cen – komentuje Patryk Gawłowicz, analityk rynku ICT w firmie PMR Market Experts by Hume’s. – Mówiąc inaczej, smartfon jest postrzegany jako urządzenie osobiste nawet wśród dzieci, a zakaz korzystania z telefonów w szkołach tego nie zmieni – uważa Gawłowicz.
Więcej w: Szkolna higiena cyfrowa (dostęp płatny)