REKLAMA

Przed nami ciemne wieki, dekady, czy lata?

Świat ‒ mam nadzieję, że tymczasowo ‒ przestaje wierzyć w międzynarodową współpracę. Technologia zamiast „czynić świat lepszym” wchodzi w służbę polityce. To nie wróży jej dobrze. Będzie się dalej rozwijać, ale wolniej niż w ciągu kilku ostatnich dekad.

Impuls: konferencja HP. Teza: 2026 będzie m.in. rokiem budowania narzędzi AI z kontrolą warstw przez państwa narodowe. Refleksja: także HP widzi kurs na suwerenność technologiczną.

10 lat temu postrzegałem to hasło, jako mrzonki frustratów opętanych ideą, że „Polska potrafi”. Jasne, że potrafi, tylko że ekonomicznie jest tu gdzie jest i ma 38 mln obywateli ‒ co z góry definiuje szanse naszego kraju na globalnym rynku technologicznym. Technologia informatyczna z powodzeniem rozwijała się na globalnym rynku inwestycjami, know-how i potencjałem przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, choć realnie karmiona pieniędzmi z całego świata. Cały świat korzystał, choć głównie Amerykanie czerpali zyski. I pół biedy z tymi zyskami. Problem się zaczął, gdy kontrola nad (szeroko pojętą) technologią zaczęła oznaczać także władzę.

To jest zjawisko wielopłaszczyznowe i ma wielu aktorów. Władza to zarówno profilowanie na Facebooku w celu osiągnięcia wyniku wyborczego, jak możliwość prowadzenia globalnego handlu detalicznego poprzez Temu czy AliExpress. Jedno i drugie daje polityczną dźwignię. Kiedy na to wszystko nałożyła się brutalizacja polityki międzynarodowej i okazało się, że wszystkie chwyty są dozwolone idea suwerenności technologicznej nabrała nowego wymiaru. Zmuszając do rewizji poglądów nawet takich sceptyków jak ja.

Elon Musk to wielki wizjoner, jak również (dzisiaj) odklejony od rzeczywistości megaloman, któremu poza wielkimi pieniędzmi zamarzyła się wielka władza ‒ bez odpowiedzialności, jaka mimo wszystko ciąży na politykach. Okazało się, że jeden przedsiębiorca może ugodzić walczący o przetrwanie naród ukraiński, odcinając łączność satelitarną. Stawiam tezę, że w przyszłości Musk zostanie ogłoszony grabarzem wolnego rynku technologicznego. Przez niego nikt już nie będzie ufał globalnym dostawcom i zacznie budować własne ekosystemy technologiczne. Jak Europa własną konstelacją satelit komunikacyjnych na niskiej orbicie, żeby uniezależnić się od Starlinka. Kraje i regiony zaczną się zamykać we własnych silosach.

Nie spodziewam się, by taka różnorodność była efektywna. Odpadnie efekt skali, który jest dźwignią technologicznego rozwoju, wymagającego miliardów na R&D. Nieuchronnie pojawią się publicznie dotowane rozwiązania i platformy ‒ mało lub w ogóle nie eksponowane na rynkową konkurencję. Z wiadomym efektem.

Pozytywem może być decentralizacja wysiłku intelektualnego i eksploatacji talentów, z których dzisiaj korzystają głównie USA. Żaden jednak geniusz nie stworzy efektywnej innowacji bez odpowiedniej skali działania.

„Wieki ciemne” to w historiografii kilkaset lat pomiędzy upadkiem cywilizacji mykeńskiej a początkiem greckiej kultury starożytnej jaką znamy z podręczników. W tym czasie ludzie także żyli i jakoś sobie radzili. Ale świat na ich korzyść zmieniał się znacznie wolniej. Czy nas to także czeka? Ile potrwa? Czy w ogóle to zauważymy?

Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.

Postaw kawę autorowi