AKCJA SPOŁECZNA

Raport raportem, a my i tak wiemy swoje

Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej  „Metalowiec” z Kraśnika, protestując przeciwko stacji bazowej telefonii komórkowej, pisał w ubiegłym roku do burmistrza miasta, że „powszechnie wiadomo”, jak negatywny wpływ na zdrowie i samopoczucie mieszkańców mają takie instalacje. Czy teraz zmieni zdanie, przekonany ustaleniami raportu o PEM Instytutu Łączności i Collegium Medicum? Szczerze wątpię.

–  Czytając serwis TELKO.in zauważyłem sytuację wręcz komiczną. Jeden artykuł mówi o burmistrzu Janowca Wielkopolskiego, walczącym z Playem, który chce postawić nadajniki, a drugi artykuł jest o mieszkańcach miejscowości pod Ostrowcem Świętokrzyskim, którzy proszą operatorów o zasięg  – napisał kilka dni temu jeden z naszych czytelników.

Można dodać, że bywa i tak, jak w Gutowcu na Pomorzu, gdzie jedna osoba sprzeciwia się budowie masztu, choć wszyscy inni chcą mieć zasięg, choćby żeby wezwać karetkę pogotowia.

Należy jednak wątpić, aby opublikowany w tym tygodniu raport Instytutu Łączności przygotowany przy współudziale Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, stwierdzający brak dowodów dla tezy o negatywnym wpływie promieniowania elektromagnetycznego (PEM) na ludzkie zdrowie, zakończył takie konflikty.

Czy raport przekona np. mieszkańców Szonowic (pow. raciborski), którzy w ubiegłym roku walczyli, by nie stawiać u nich kolejnego masztu telefonii komórkowej? Argumentowali, że od momentu, kiedy postawiono pierwszą taką instalację 10 lat wcześniej, w miejscowości znacznie wzrosła liczba chorób tarczycy. Oni mają swoje doświadczenia oraz obserwacje i zapewne żadne naukowe wywody profesorów z UJ ich nie przekonają. Swoje wie też prezes SM „Metalowiec” w Kraśniku, który w ubiegłym roku, popierając protest przeciwko budowie masztu napisał do burmistrza miasta:

„Powszechnie wiadomo, że stacje bazowe telefonii komórkowych mają negatywny wpływ na zdrowie i samopoczucie mieszkańców (...). W szeroko pojętym interesie społecznym leży wprowadzenie zakazu lokalizowania stacji nadawczo-odbiorczych w bezpośrednim sąsiedztwie budynków mieszkalnych.”

Skoro więc powszechnie już wszystko wiadomo, to prezes może nie być zainteresowany czytaniem raportu IŁ i UJ. 

Nie znaczy to, że jego ustalenia nie mają znaczenia dla operatorów telefonii komórkowej. Zapewne w wielu miejscach nadal będą musieli się zmagać z protestami mieszkańców. Jest jednak spora szansa, że dotyczące instalacji prawo nie zostanie zaostrzone, choć i tak operatorzy skarżą się, że normy promieniowania są u nas znacznie bardziej restrykcyjne, niż w innych krajach.

Mimo pozytywnych ustaleń raportu, trudno się jednak też spodziewać, aby przepisy budowlane i ochrony środowiska zostały zliberalizowane. W takiej sytuacji konflikt rządu z ekologami byłby murowany.  Jak zwrócił uwagę na Forum Gospodarczym TIME, Jacek Niewęgłowski z Playa robi się błędne koło, bo  jeśli normy pozostaną niezmienione, a samorządy pozwolą stawiać stacje tylko o niskiej mocy, to masztów (by sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na transmisję danych) będzie potrzeba bardzo dużo.  Z jednej strony podniesie to koszt utrzymania sieci, z drugiej może generować kolejne protesty związane z budową.

Najpewniej więc nie zniknie paradoks, na który zwrócił uwagę cytowany na początku czytelnik, i w przyszłości nadal będziemy świadkami akcji obywatelskich zarówno „za”, jak i „przeciwko” budowie masztów komórkowych.

Piotr Jaworski, dyrektor wykonawczy ds. sieci w Orange Polska na konfekcji PLNOG przyznał, że choć operatorzy komórkowi podają obecnie zasięg sieci LTE na grubo ponad 90 proc. populacji Polski, to trudno zapewnić zasięg w budynkach. Orange, wspólnie z T-Mobile, ma około 11 tys. stacji bazowych. Aby zapewnić zasięg w każdym budynku musiałby zagęścić sieć o kolejne 9 tys.. To oczywiście mało realne, nie tylko ze względów kosztowych. Takie dogęszczanie, często w centrach  miast i dużych osiedlach, wywołałoby falę protestów. I raport Instytutu Łączności/Collegium Medicum niewiele by pomógł.