AKCJA SPOŁECZNA

Roaming: pora ograniczać straty

Wielka szkoda, że Komisja Europejska tak długo zwlekała z opublikowaniem raportu i podsumowania z konsultacji kształtowania stawek MTR/FTR w Unii Europejskiej. Być może byłoby bardziej oczywiste, na czym polega kłopot z wdrożeniem zasady roam-like-at-home.

My tutaj w Polsce możemy sobie nie ufać naszym operatorom, wszak to „świnie i krwiopijcy”. W konsultacjach MTR/FTR brały jednak udział instytucje z różnych krajów, a w jednym z punktów podsumowania czytamy:

Znacząca większość operatorów oraz krajowych urzędów regulacyjnych uważa, iż różnice w poziomie stawek terminacyjnych stanowią utrudnienie we wprowadzeniu zasady roam-like-at-home, i że spójne podejście do kształtowania stawek terminacyjnych jest pożądane również z punktu widzenia rozwiązań roamingowych.

I jeszcze w oryginale dla lingwistów:

The vast majority of operators and national authorities consider that differences in termination rates constitute an obstacle to the introduction of a roam-like-at-home (RLAH) principle and consider that a harmonised approach on termination rates is desirable also to the benefit of roaming.

A dla dociekliwych źródło. Istnieje związek między poziomem cen hurtowych i detalicznych w roamingu. QED.

Teraz jest już po jabłkach. Nadzieje zostały rozbudzone i zawiedzione, społeczeństwo się oburzyło, politycy wyczuli krew i na wyprzódki rzucili się w obronę (szkoda, że nie walczyli z równą pasją o obniżenie hurtowych stawek roamingowych w Brukseli). Prezes UKE znalazł się w kłopotliwym położeniu, bo starał się działać zdroworozsądkowe, a nie populistycznie. Za co, jak mi się wydaje, obecnie zbiera baty.

Przyznaję, że gwałtowność burzy trochę mnie zaskoczyła. Nie przypuszczałem, że roaming jest tak wrażliwą sprawą. Okazało się, że jest. W Sejmie leżą trzy poselskie interpelacje w tej sprawie do Ministra Cyfryzacji.

Operatorzy podkulili ogon i jeden po drugim wycofują z niesłusznego „roamingu krajowego” i zapowiadają wprowadzenie słusznego „roamingu europejskiego”. Orange dolał benzyny do tego ogniska, może nawet pstryknął zapalniczką, ale stosik drewna już dawno czekał. Moim zdaniem – jestem mądry po fakcie ­– burza i tak by wybuchnęła. Komisja Europejska tylko czekała, a i na miejscu czekał nie jeden obrońca konsumentów. Wszyscy czterej operatorzy – gdyby nawet zachowali się tak samo – dziś musieliby sromotnie zmieniać cenniki.

Sugerowałbym tylko, żeby rzeczywiście je zmienili. Półśrodki nic już nie dadzą poza oskarżeniami o kolejne „mataczenia”. Trudno. Orange pokazał kierunek, od którego nie ma odwrotu. Wszyscy muszą się dopasować, zaakceptować ileś tam milionów złotych rocznej straty na roamingu. I zapewne poszukać, gdzie by się to dało nadrobić.

Na koniec mała refleksja poza roamingiem związana z opublikowanymi również w tym tygodniu wynikami P4 za I kwartał 2017 r. Pomyślałem sobie – a potem się okazało, że nie tylko ja sobie pomyślałem – że posunięcie Orange było bardzo „playowe”. Czy to znak czasu, że nie Play przebił roamingową stawkę, czy tylko specyficzna sytuacja poszczególnych operatorów na rynku usług międzynarodowych? Pozostawiam do rozmyślań.