Co można powiedzieć o nowej strategii UKE? Politycznie poprawna i dość dobrze wpisuje się w szlachecką zasadę „nihil novi”. Na pewno też nie wzbudza zbyt wiele nadziei u operatorów, na poprawę ich losu.

Jakiś czas temu zadzwonił do mnie jeden z przedsiębiorców telekomunikacyjnych z postulatem, by przygotować publikację pod tytułem, czy Urząd Komunikacji Elektronicznej jest jeszcze potrzebny operatorom. Był trochę zdenerwowany, że regulator postępowanie o dostęp do budynku dla jego firmy prowadził kilka lat, choć powinien to załatwić w 60 dni. W jego opinii urząd w niczym specjalnie dziś operatorem działającym na rynku nie pomaga.
Tłumaczyłem mu, że odnośnie decyzji budynkowych UKE ma swoje wytłumaczenie, dlaczego takie postępowania zwykle trwają dłużej niż okres przewidziany przepisami prawa. Urząd tłumaczy to bardzo częstym brakiem aktywności strony zobowiązanej do udzielenia dostępu, przekazywania do UKE niepełnych informacji i konieczności wielokrotnego wzywania do ich przekazania. Ponadto, postępowania dotyczące nieruchomości o skomplikowanym stanie prawnym charakteryzują się czasochłonnością w uzyskaniu wiarygodnych informacji.
Faktem jest też jednak, że UKE niewiele robi, by ten stan zmienić i takie tłumaczenie jest mu być może na rękę, bo w tym przypadku trudno dostrzec, aby urząd podejmował jakieś działania, by wyrwać się z zaklętego kręgu imposybilizmu. A w kwestii przewlekłości procedowania decyzji budynkowych tkwi w nim od lat.
Co by nie mówić, UKE nie jest dziś zbyt dobrze postrzegany środowisku operatorskim i czy szansę ma to zmienić nowa strategia regulatora przedstawiona w tym tygodniu?
Nie wydaje się i trudno się w niej doszukać czegoś, co mogłoby wzbudzić nadzieję i entuzjazm operatorów. Pod zapowiedzią, że UKE ma przekształcić się z tradycyjnej jednostki administracyjnej w nowoczesną instytucję, mógłby się podpisać każdy z poprzednich prezesów i przynajmniej w teorii taki cel sobie stawiał. O walce z silosową strukturą w administracji 20 lat temu mówiła już Anna Streżyńska. Każdy z prezesów deklarował też wspieranie inicjatyw zwiększających dostęp do szerokopasmowego internetu czy usprawnienie procesu zarządzania częstotliwościami. Z kolei dążenie do tego, by UKE był pierwszym źródłem wiedzy o rynku telekomunikacyjnym, regulator zdaje się realizować od lat, kiedy zaczął tworzyć Punkt Informacyjny ds. Telekomunikacji (PIT). Ba, ma do tego prerogatywy ustawowe i dostawał na to sute dotacje. Jednak z PIT raczej niespecjalnie wielu dziś korzysta, bo do serwisu pit.uke.gov.pl, trudno trafić ze strony głównej urzędu, a ostatni wpis w sekcji „Publikacje” ma datę 30.01.2025 r. Oczywiście w tej sytuacji na pewno pocieszeniem jest, że może już być tylko lepiej i jakiś postęp jest możliwy.
UKE to urząd ambitny, bo podczas prezentacji nowej strategii zapowiedział, że nadal zamierza pracować nad rozwojem narzędzia do monitorowania jakości internetu.
W sumie jednak, ponieważ operatorzy nie spodziewają się i tak zbyt wielu fajerwerków ze strony UKE, nowy prezes może ich tylko pozytywnie zaskoczyć. Trochę inaczej niż takie organizacje jak Repropol, która walczy z Google o wysokość wynagrodzeń, jakie platforma cyfrowa powinna płacić dziennikarzom i wydawcom za wykorzystywanie stworzonych przez nich treści. Regulator na mocy nowego prawa został arbitrem w tej sprawie i ma wydać rozstrzygnięcie, bo organizacja nie dogadała się z big techem. Zapewne Repropol uznał, że w sytuacji, gdy Google jest tak oporny na perswazje, warto dać szansę UKE, aby wszedł w buty młota na big techy. Ciekawe, czy te nadzieje się ziszczą?
Czy Przemysław Kuna będzie miał ochotę stać się takim młotem na big techy, jak 20-lat temu Anna Streżyńska na TP SA, czas pokaże. Na razie można zaś tylko stwierdzić, że nowa strategia UKE jest politycznie poprawna i dość dobrze wpisuje się w szlachecką zasadę „nihil novi”. Na pewno zaś nie przekonuje sceptyków uważających, że UKE przestał już być potrzebny operatorem.
Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.