Zdaniem Tomasza Czerskiego, rynek reklamowy ma jednak największy potencjał. Może przynieść operatorowi nawet kilkadziesiąt milionów złotych rocznie (z dobrą marżą). Na razie jednak znajduje się w fazie rozwoju, a większe przychody generuje wcześniej rozwijana linia produktowa ‒ ta, gdzie współpraca operatora z konkurentami nie daje wyższej wartości.
‒ Jeżeli chodzi o dane pochodzące z lokalizacji terminali klienckich, to mamy dwie główne ścieżki monetyzacji: modele transportowe i turystyczne. W transporcie dostarczamy dane (zazwyczaj we współpracy z instytucjami naukowymi) miastom, gminom i ministerstwom. Na ich podstawie prognozuje się ruchy ludności: gdzie będą mieszkać ludzie, jak się przemieszczać, gdzie zatem trzeba budować drogi, ile samochodów przejeżdża w danym miejscu i o jakich godzinach, z jakich miast przyjeżdżają do pracy albo wyjeżdżają. Widzimy duże zainteresowanie, na koncie mamy już ciekawe realizacje oraz doświadczenia ‒ mówi Tomasz Czerski. ‒ Ministerstwo Sportu i Turystyki natomiast, w ramach programu Infostrateg, prowadzi projekt, który ma pokazać, jak zarządzać ruchem turystycznym w Polsce. Będziemy przy nim współpracować. Projekt zakłada połączenie danych od dwóch operatorów (posiadających odpowiednie zgody)z danymi finansowymi od operatorów kart płatniczych, żeby widzieć nie tylko, gdzie jeżdżą turyści, ale też, ile wydają i jaki mają profil materialny. Na tej podstawie ma zostać zbudowany model pozwalający przekierowywać ruch do miejsc wartych inwestowania, które dziś są pomijane.
Twarde dane do projektów geolokalizacyjnych pochodzą z sieci Orange, ale na potrzeby tych analiz operator musi także estymować sytuację w sieci konkurentów.
‒ Robimy ekstrapolacje, ale nie na podstawie samych udziałów w rynku ‒ to dawałoby zbyt duże przybliżenie, przez co obraz byłby zniekształcony. W jednej gminie mamy przecież udział np. 12 proc., a w innej 60 proc. Badamy więc udziały lokalnie, korzystając z danych o logowaniach do sieci w poszczególnych miejscach. Korzystamy też z danych zewnętrznych. Metodologia jest skomplikowana, ale jej sprawdzalność wynosi 97-98 proc. ‒ mówi szef pionu Big Data w Orange Polska.
Dzisiaj usługi na bazie danych geolokalizacyjnych mają głównie charakter projektowy ‒ na konkretne zlecenie. Orange jednak pracuje nad portalem, który (w modelu subskrypcyjnym) udostępniałby użytkownikom dane sieciowe do własnych analiz.
Operatorzy próbują rozmawiać także z firmami logistycznymi i handlowymi. Zdaniem Tomasza Czerskiego, jest jednak przed operatorami jeszcze wiele pracy ‒ zarówno z sektorem prywatnym, jak i publicznym ‒ aby zbudować świadomość produktów opartych na analizie danych sieciowych. Istnieją jednak i ryzyka dla tego biznesu.
‒ Największym zagrożeniem jest to, żeby wymusić od przedsiębiorców ‒ w tym przypadku telekomów ‒ udostępnianie danych za darmo. Pojawiają się takie pomysły, nawet w postaci propozycji legislacyjnych. Rozumiem pokusę, bo wszyscy widzą, że dane są cenne, ale żeby móc coś z nimi zrobić, to wymaga po stronie biznesu poważnych, kosztownych inwestycji, pracy analityków i drogich projektów systemowych, ponoszenia ciągłych kosztów utrzymania oraz doskonalenia narzędzi i aplikacji. To są naprawdę duże nakłady. My nie sprzedajemy surowych danych. Gdyby nałożono na nas obowiązek bezpłatnego udostępniania, po prostu nie opłacałoby się nam utrzymywać tych zespołów i inwestować w jakość, która gwałtownie by spadła ‒ mówi specjalista Orange Polska.