
Wiążące wyjaśnienie sukcesji w Cyfrowym Polsacie to błogosławieństwo dla spółki, bo nie ma nic gorszego niż spór i niepewność. Tylko co będzie dalej?
Na wieść o rozstrzygnięciu sporu sądowego w Lichtensteinie kurs akcji Cyfrowego Polsatu skoczył przeszło 10 proc. Zmiany w radzie nadzorczej i menedżmencie spółki większej reakcji giełdowych graczy już nie wywołały. To chyba najlepszy komentarz rynku do rewolucji jaka dokonała się w jednym z największych biznesowych imperiów polskiej gospodarki ‒ „przede wszystkim mają się nie kłócić, a kto tym wszystkim będzie zarządzał jest już wtórną sprawą”.
Strategiczne pytanie, jakie wcześniej czy później będzie musiało znaleźć odpowiedź, brzmi jakie są długofalowe plany sukcesorów? Czy chcą kontynuować dzieło swojego ojca, czy raczej upłynnią aktywa i przejdą na pozycję rentierów? Ten drugi scenariusz często się zdarza. Najszybciej przychodzi na myśl los schedy po śmierci twórców i właścicieli Grupy ITI, czy Atmana. Co do Cyfrowego Polsatu, to wstępne przecieki są takie, że sukcesorzy chcą dalej prowadzić biznes. Lepiej jednak byłoby usłyszeć to oficjalnie i poczekać, aż czas zweryfikuje deklaracje. No i warto pamiętać, że plany zawsze mogą ulec zmianie.
Od dawna mam wrażenie, że plotki o sprzedaży Polkomtela oparte są na kalkulacji, że dzieci zdemontują grupę Cyfrowego Polsatu. Do tego zapewne referował minister Krzysztof Gawkowski, gdy fantazjował o przejęciu przez państwo dużego telekomu. Ale też słyszałem, jak konkurenci dywagowali (oblizując się przy tym), czy w Polsce dałoby się zastosować „wariant francuski” i niejako rozbiór jednego MNO (Polkomtela) przez trzech pozostałych (konkurentów). Rozbiór, ma się rozumieć, całkowicie legalny, czyli odkup części aktywów przez wszystkich konkurentów, tak aby łatwiej uzyskać zgody regulacyjne. Czy dla Cyfrowego Polsatu sprzedaż Polkomtela ma to sens, to ja nie wiem. Zbudowana przez Zygmunta Solorza diada zdaje się działać: Polkomtel daje dużą stabilność finansową, chociaż woła o inwestycje, Telewizja Polsat zaś, to wysoka marża, ale na bardziej zmiennym rynku. Sprzedaż którejś ze spółek oczywiście także daje korzyści, choćby szansę redukcji zadłużenia i koncentracji w jednym obszarze. Jest jeszcze cała działalność energetyczna, chyba akurat teraz w koniunkturalnym dołku i na strategicznym rozdrożu.
Cyfrowy Polsat jest spółką giełdową, rynek będzie domagał się wyjaśnień i pewnie dobrze, by usłyszał je od sukcesorów jak najszybciej. Oni to chyba rozumieją. Szybkość zmian dokonanych w menedżmencie spółki wskazuje, że redukują czas niepewności ‒ Cyfrowy Polsat jest w nim wszak już od ponad roku i to mu biznesowo nie służy. Na marginesie kadrowych zmian w grupie odnotowałbym rezygnację Wojciecha Pytla, którego (nie bez pewnej przesady) można by uważać za szarą eminencję grupy w kontekście działań na rynku telekomunikacyjnym.
Rynek zdaje się zaaprobował przewrót w grupie Cyfrowego Polsatu, ale teraz trójka następców Zygmunta Solorza stanie wobec legendy swojego ojca, a otoczenie powie im „sprawdzam”. To duże obciążenie psychicznie, które może mieć różne efekty, także biznesowe (pewnie dlatego tak często spadkobiercy wycofują się z zarządzania odziedziczonymi aktywami). Co z tego wyniknie nie dowiemy się zbyt szybko, bo jak budowa imperium zabrała długie lata, tak na zdobycie respektu przez spadkobierców potrzeba czasu. Parafrazując powszechnie znaną figurę literacką „Piotr Żak będzie musiał wszystkich zmusić by nazwali go donem”. Nie wystarczą do tego odziedziczone pieniądze.
Szczęśliwego Nowego Roku.
Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.