REKLAMA
Komunikacja dla operatorów

Pudrowanie trupa

W dyskusji o telewizji liniowej nie chodzi o to, czy jest to usługa, którą warto świadczyć, tylko o pogodzenie się, że jest to usługa schodząca. Jeszcze długo będzie dawała przychody, tyle że coraz mniejsze. W sumie, może to nawet nie tak źle.

Netia jest kolejnym operatorem, który zaczyna dokładać podstawowy pakiet telewizyjny do usług szerokopasmowych. Klient dostanie go w cenie, czy chce czy nie chce. Klientowi to nic nie przeszkadza, a operator może zaraportować aktywację nowej usługi. Grupa Cyfrowego Polsatu boryka się z endemicznym spadkiem liczby RGU TV, więc statystyki może się trochę poprawią. To żaden wynalazek, bo tak samo robią chociażby Orange i Play, a wymyśliło to (chyba) przed wielu laty UPC, kiedy w Polsce zaczął się cord cutting, a jako pierwsi doświadczyli go tradycyjni dostawcy TV, jak właśnie sieci kablowe.

Dzisiaj dyskusja na temat liniowej TV jest cokolwiek schizofreniczna. Sceptycy wskazują, że ten rynek spada i spadać będzie. Promotorzy (choćby CTO Playa w ostatnim wywiadzie) kontrują, że czas oglądania rośnie i wciąż jest ogromna rzesza widzów. Jedni i drudzy mają rację, bo zależy, czy patrzeć długo‒ czy średnio‒ i krótkoterminowo.

Choćby ostatnie wyniki Inea pokazują, że w dostarczaniu telewizji wciąż jest kupa pieniędzy (jak również kupa kosztów). Z mniejszym lub większym entuzjazmem te usługi starają się mieć w ofercie wszyscy operatorzy, mniejsi i więksi. Spadek liczby RGU, sztuczki z aktywacją darmowych pakietów i nacisk na oferowanie platform streamingowych są jednak równie powszechne na rynku.

Z własnych wybiórczych obserwacji widzę, że liniowa TV to usługa pokolenia moich rodziców i dziadków. Moje pokolenie to grupa przejściowa, a dla moich dzieci liniowa TV niemal nie istnieje. Nie widzę również zjawiska, o którym mówiono przed laty, że agnostyczna telewizyjnie młodzież będzie dorastać do usługi, kiedy założy rodziny. Może i rodzinę jednoczy duży ekran w salonie, ale stawiam, że coraz częściej z aplikacją Netfliksa.

Dzisiejsza dyskusja o telewizji przypomina mi dyskusję o telefonii stacjonarnej sprzed 10-15 laty. Wobec ofensywy komórek coraz więcej osób rezygnowało z linii, co wrażliwi na wizerunek i rynkową wycenę dostawcy pogodnie bagatelizowali. Pamiętam, jak w Telekomunikacji Polskiej i Orange mówili, że tak, ten segment spada i nieuchronnie będzie spadać dalej, ale na razie generuje przychody o doskonałej marży, bo znaczna część ruchu zamyka się w sieci, a infrastruktura już dawno się zamortyzowała. Ponieważ jednak dzisiaj rynek toleruje wyłącznie wizje wzrostu, trudno się mówi o wciąż rentownych, ale nieubłaganie schyłkowych usługach.

Dobre w tym wszystkim jest, że ten schyłek liniowej TV będzie neutralny, albo ‒ kto wie ‒ nawet korzystny dla operatorów. Erodujące przychody z usług TV zrekompensuje się wzrostem przychodów z samego dostępu. I nie będzie już trzeba boksować z nadawcami o koszty licencji programowych. Niech sobie sami budują platformy dystrybucyjne i obsługują klientów końcowych. Rynek mobilny z nielimitowanymi taryfami stanowi w tym względzie dobry przykład. Nie trzeba taktować oddzielnie usług głosowych i SMS-ów, by prowadzić rentowny biznes.

Do czasu jednak wszyscy będą twierdzili, że perspektywy rynku TV nie są takie złe. To prawo rynku.

Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.

Postaw kawę autorowi