Transatlantycki deal

Przemeblowanie struktury własnościowej grupy Deutsche Telekom i pełne podporządkowanie jej działalności T-Mobile US może faktycznie generować niespotykany wcześniej potencjał i być ciekawą opcją dla akcjonariuszy, pod warunkiem możliwości dogadania parytetu wymiany akcji, bo niekoniecznie każdy posiadacz akcji DT czy (zwłaszcza) TMUS musi być przekonany, że zyska na takiej operacji.

(źr. TMUS)

Historia Grupy DT na rynku amerykańskim pamięta wielkie niezrealizowane plany (np. połącznie z AT&T), więc i wchłonięcie TMUS niekoniecznie musi się powieść, zwłaszcza że ‒ jak donosił w ubiegłym tygodniu Bloomberg ‒ jest dopiero na wczesnym etapie. Przeciek albo był całkowicie przypadkowy, albo miał właśnie na celu wysondowanie opinii publicznej, bo sprawa z pewnością będzie miała aspekt polityczny. Nie tylko dlatego, że wiodącym akcjonariuszem Grupy DT jest niemiecki rząd i zależne od niego podmioty.

Przemeblowanie własnościowe

„Połączenie” DT z TMUS, o jakim piszą media, jest cokolwiek nieprecyzyjnym terminem. Trudno spodziewać się by amerykańska spółka nie miała pozostać oddzielnym podmiotem. Wstępne propozycja „połączenia” ma zakładać, że powstanie nowy podmiot, który przejmie 100 proc. własności zarówno Grupy DT, jak i TMUS. W zamian za akcje obu tych spółek zaoferuje akcjonariuszom obu firm własne papiery. W efekcie akcjonariuszami nowej „grupy” będą zarówno rząd Niemiec, zależny od niego fundusz KfW, jak i fundusze Vanguard czy Blackrock, no i japoński SoftBank, który chociaż dzisiaj ma już tylko 2,5 proc. akcji TMUS, to wart jest oddzielnego odnotowania.

Z punktu widzenia głównych właścicieli Grupy DT, nowa spółka wejdzie realnie w rolę, jaką obecnie pełni Deutsche Telekom. Trudno ocenić, jaki miałby być model wymiany akcji, ale gdyby przyjąć parytet wymiany adekwatny do aktualnej wartości poszczególnych spółek oraz fakt posiadania 53 proc. akcji TMUS przez Grupę DT, to udział rządu Niemiec oraz KfW w nowy podmiocie przekraczałby 10 proc., a udziały największych akcjonariuszy instytucjonalnych TMUS spadłyby poniżej 1 proc. Duże rozproszenie akcjonariatu dawałoby stosunkowo wysokie bezpieczeństwo wiodącemu akcjonariuszowi Grupy DT, a przecież statut mógłby mu zagwarantować dodatkowe przywileje. Nie byłoby to już jednak na poziomie 28 proc. udziału w akcjonariacie Grupy DT, która kontroluje pakiet większościowy TMUS. Natomiast akcjonariusze TMUS zamiast akcji spółki generującej 78 mld euro przychodu i 29 mld euro EBITDA (w 2025 r.) otrzymaliby akcje grupy o przychodach 119 mld euro przychodów i 44 mld euro EBITDA.

Kto zyskuje?

Rynek amerykański to 65 proc. przychodów całej Grupy DT i 66 proc. generowanego przez nią zysku EBITDA. Jeżeli przyjrzeć się wynikom za ostatnie 3 lata, to na tle całej grupy TMUS nie wypada wcale lepiej, niż reszta Grupy DT, ale te 65-66 proc. wartości to JEDEN RYNEK, a nie dziesięć ‒ i to może fascynować analityków w Bonn. Zwłaszcza, że wypracowuje je załoga (70 tys.) stanowiąca 35 proc. zatrudnienia całej Grupy DT (199 tys. z czego ok. 70 tys. w Niemczech). To jak nic pokazuje efektywność jednego, dużego rynku telekomunikacyjnego. Decydując się na wymianę akcji, akcjonariusze TMUS wejdą dodatkowo w posiadanie europejskiego biznesu przynoszącego 42 mld euro, generującego 14 mld euro EBITDA dzięki pracy 128 tys. osób.

Grupa DT planuje dywidendę z zysków za 2025 r. w wysokości 4,8 mld euro oraz skup akcji za 2 mld euro. TMUS tymczasem ma wypłacić 3,7 mld euro, ale w ubiegłym roku skupiło również swoje akcje za kwotę 8,8 mld euro i planuje dalszy skup w bieżącym roku za 12,5 mld euro.

Wszystko jest kwestią ceny, ale akcjonariusze TMUS z pewnością będą musieli dobrze się zastanowić, jaka premia będzie godziwa za połączenie perły w koronie, jaką niewątpliwie jest amerykańska spółka, z resztą aktywów Grupy DT.