REKLAMA

Wielka draka w chińskiej dzielnicy

Chociaż formalnie nie wiąże się ubiegłotygodniowych zatrzymań z miejscem zatrudnienia aresztowanych przez ABW, to i tak Ministerstwo Cyfryzacji ogłasza inwentaryzację wykorzystania w polskich sieciach sprzętu „chińskich dostawców”. Może lepiej byłoby twierdzić wprost, że Polska przyłącza się do wojny handlowej Stanów z Chinami, i że są po temu racjonalne powody?

Przez pięć dni Polska nie schodziła z czołówek gazet na całym świecie, ale z powodów, które nie są żadnym powodem do dumy. Zamordowanie prezydenta Pawła Adamowicza jest wydarzeniem tragicznym w uniwersalnym znaczeniu i TELKO.in nie jest miejscem by je komentować. Inaczej z aferą Huaweia.

Jasne, że w poprzedni piątek przypadkowości było zero. Jeżeli newsa podają media publiczne, a w ciągu 2-3 godz. sprawę relacjonują czołowe agencje informacyjne na świecie, to znaczy, że starannie zaplanowano przeciek. A jeżeli tak, to kwestia bezpieczeństwa narodowego jest (najwyżej) na drugim planie, bo gdyby była na pierwszym, to słowa byśmy o całej aferze nie usłyszeli.

Sprawie nadano pożądany „telekomunikacyjny” kontekst, informując skwapliwie o zawodowej proweniencji zatrzymanych – Huawei i Orange – choć nie wydaje się, aby to było konieczne. I tak, chociaż nikt publicznie nie stwierdził, że zatrzymani maczali palce w infiltracji polskich sieci telekomunikacyjnych, to minister Okoński zarządza inwentaryzację.

Jasne, że minister może wiedzieć więcej, niż publicznie podano. Mógł otrzymać od służb poufne informacje, że „coś się tam może dziać” i „lepiej coś tam posprawdzać”. Możliwe, że nasze dzielne służby już w 15 lat po wejściu chińskich producentów na polski rynek i w 10 lat po pierwszych zastrzeżeniach ze strony Amerykanów wreszcie wytropiły szpiegów w ich szeregach...

Żeby było jasne: jeżeli się trochę naigrywam, to nie z meritum, tylko z zeszłotygodniowej hucpy. Na bezpieczeństwie narodowym się nie znam i mam nadzieję, że do zatrzymań rzeczywiście były podstawy. Jeżeli szpiegują Amerykanie, to dlaczego nie mieliby Chińczycy? Ale hucpy nie urządzono by łapać szpiegów, tylko by realizować zupełnie inne cele – globalne i polityczne.

Prezydent Trump wypowiedział Chinom wojnę handlową i dobrze wyczuł, gdzie ich może... „macnąć”. Przemysł zaawansowanych technologii jest w blasku jupiterów – przyciąga uwagę przeciętnych zjadaczy chleba oraz mediów. Z powodu rozbuchanych oczekiwań związanych z sieciami 5G ma teraz wyjątkowo dobrą prasę. Jednocześnie to przecież tylko wąski wycinek chińskiej ekspansji gospodarczej na świecie. Trudno wyobrazić sobie lepsze pole do spektakularnego zwarcia, gdzie więcej huku i zamieszania niż prawdziwych ran.

Wbrew narzekaniom, że Polska (podobno jak zwykle) musi być najbardziej gorliwym aliantem USA, warto przypomnieć, że pierwsze ostrzeżenia o możliwej infilitracji sieci wyartykułowano wcale nie w naszym kraju. W porządku, wydarzenia u nas należą do najbardziej drastycznych w wojnie z Huaweiem, ale przecież pierwszego aresztowania dokonano w Kanadzie. Wygląda na to, że Amerykanie mają argumenty by prowadzić tę wojnę, przekonujące nie tylko polski rząd.

Może to handel, może to naciski, może groźby, może i szantaż. A może prosta, a trzeźwa uwaga: „Hej, oni nas po trochu zjadają! Sprzedają nam wszystko, a za zarobione pieniądze wykupują nasze aktywa! Włażą na nasze rynki, a swojego ciągle bronią! Za małe interesiki dzisiaj, sprzedajemy im przyszłość!” Takie rzeczy publicznie wolno mówić tylko publicystom. Politycy muszą się odwoływać do spraw wyższych. Na przykład bezpieczeństwa narodowego.

Mówimy tutaj o tak „grubej” polityce, że wobec niej blednie interes całego polskiego rynku telekomunikacyjnego. Chociaż to się wydaje absurdalne, to w takiej sytuacji można sobie wyobrazić nawet rozkaz suwerena, by wymienić cały sprzęt sieciowy Huaweia za, lekko licząc, 2-3 mld zł. Wobec kosztów budowy „Fortu Trump”, to nie są znowu tak wielkie pieniądze.

W noworocznej prognozie postawiliśmy tezę, że „afera Huaweia rozejdzie się po kościach”, co już dało niektórym z kolegów (pozdrawiam!) powód do ironicznych podśmiechujków. Z głęboko wrodzoną pokorą mówię: „może macie rację, może się pomyliliśmy”. Ale zawsze dodaję: „poczekajmy do końca roku; wojny się wypowiada, aby zawrzeć korzystny pokój”. Może rynek telko jeszcze się wywinie z całej afery, bo celem nie wydaje się pognębienie Huaweia, a wytargowanie gospodarczych koncesji u przewodniczącego Xi Jinping.

Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.