Wcześniej przez kilka lat regulator do monitorowania jakości świadczonych usług dostępu do sieci internetu wykorzystał PRO Speed Test spółki V-Speed, operatora platformy SpeedTest.pl. W ten sposób UKE bardzo przyczynił się do wypromowania tego narzędzia (przyznanie certyfikatu przez regulatora przez wielu mogło być odczytywane, że jest to najlepsze tego typu narzędzie w Polsce), jednak ze względu na wprowadzenie własnego SMJI, w ubiegłym roku urząd nie przedłużył jego certyfikacji (teraz certyfikowany jest SMJI).
Jednak co ciekawe, w sprawozdaniu rocznym, UKE prezentując dane na temat poziomu jakości usług świadczonych przez dostawców internetu, ciągle jeszcze powołuje się na SpeedTest.pl i przytacza dane, kiedy jeszcze to narzędzia miało certyfikat UKE, tj. wyniki testów z kwietnia 2025 r. I słusznie, bo testy z 51 urządzeń pomiarowych SMJI udostępnionych użytkownikom indywidualnym oraz dodatkowych szkołom w OSE i Instytutowi Łączności, z pewnością nie mogą przedstawiać obiektywnego obrazu. SpeedTest.pl jest znacznie łatwiejszy w użyciu niż SMJI, co przekłada się na liczbę przeprowadzonych testów I tak w kwietniu 2025 r., a więc w okresie, za który wyniki podaje UKE i czyni porównanie z rokiem wcześniej, przez aplikacją dostępną z poziomu przeglądarki internetowej i urządzeń mobilnych wykonano ok. 3 mln testów jakości internetu.
Niespecjalnie wiadomo w czym SMJI jest lepszy od SpeedTest.pl i co mogłoby skłonić użytkowników do korzystania z urzędowego rozwiązania. Musieliby mieć oni sporo determinacji, by przechodzić żmudny proces składania wniosku przez platformę elektroniczną UKE i czekać na kuriera z urządzeniem pomiarowym, potem po testach je odsyłać i znów czekać na raport z pomiarów. Poza tym kto (tj. normalny użytkownik interentu w Polsce) w ogóle słyszał o SMJI? Znamienne zresztą, że UKE wprowadzając tę e-usługę na rynek robił to po cichu i np. nie demonstrował narzędzia na konferencji prasowej, co z pewnością mogłoby choć trochę nagłośnić, że jest możliwość korzystania z takiego narzędzie i dlaczego warto. Jakby UKE czuł, że nie jest to już narzędzie na obecne czasy, a raczej trochę „przedpotopowe” (od pomysłu do realizacji minęło ponad 8 lat).
Ciekawe więc na jakiej podstawie w tym roku UKE oceni jakość usług dostępu do internetu. Zapowiada bowiem, że świadczenie tej e-usługi będzie kontynuowane w 2026 roku. Trudno się spodziewać, aby teraz do UKE zaczęło spływać tysiące wniosków o udostępnienie narzędzia pomiarowego. Znów więc zostają szkoły z OSE. Być może UKE będzie mógł też w jakiś sposób wymusić na operatorach realizujących projekty unijne budowy sieci w białych plamach, które w związku z tym kontroluje, by wciskali takie narzędzia swoim klientom niby po to, sprawdzać jak działają sieci budowane z KPO i FERC. Wszak wśród beneficjentów projektu, obok UKE i użytkowników usług internetu (konsumenci) są wymieniani też przedsiębiorcy telekomunikacyjni. Być może więc niebawem doczekają się benefitów z SMJI.
Narzuca się więc pytanie, czy warto było wydawać kilkanaście milionów złotych na SMJI? Co więcej, ze względu na ograniczenia techniczne urządzeń pomiarowych maksymalna przepustowość łącza, dla którego mogą być dokonywane pomiary z użyciem systemu SMJI wynosi 1Gb/s. Zapewne więc niebawem urząd będzie potrzebował kolejnych kilku milionów złotych, by stworzone narzędzie usprawnić i dostosować do tego, co się dzieje na rynku.
W 2017 r., gdy UKE ogłosił swój plan stworzenia SMJI, krytycznie do niego odniosła się się m.in. Krajowa Izba Komunikacji Ethernetowej (KIKE). Wskazywała, że niedopuszczalne i dyskryminujące jest stworzenie mechanizmu monitorującego jakość usługi dostępu wyłącznie dla sieci stacjonarnych, z wyłączeniem sieci ruchomych. Sceptycznie do pomysłu UKE podchodzili też więksi operatorzy. Na przykład Netia wskazywała, że obiektywna ocena przepustowości kabla nie jest możliwa. Prędkość transmisji danych w domowej sieci WiFi zależeć będzie chociażby od typu modemu lub od tego, czy w danym momencie nie działa mikrofalówka.
Warto w tym kontekście przypomnieć, że SMJI, to nie pierwsza próba UKE stworzenia własnego narzędzia do pomiaru internetu. Kilka lata wcześniej UKE już podjął podobną inicjatywę za unijne pieniądze i zbudował tzw. Narzędzie Pomiarowo-Kontrolne (NPK), które miało służyć takim samym celom. Urząd zapowiadał, że narzędzie będzie działać we wszystkich typach sieci przewodowych i bezprzewodowych, w tym LTE. Potem urząd ogłosił, że będzie one wykorzystywane tylko do badania jakości usług świadczonych na infrastrukturze wybudowanej z wykorzystaniem środków unijnych (np. z projektów 8.4 POIG). Projekt został zakończony i rozliczony, ale NPK nigdy nie było szerzej wykorzystywane. No, ale na NPK wydano tylko (wyrzucono w błoto) ok. 2,5 mln zł.
Ponoć Polak uczy się na błędach i być może dlatego w UKE nabrali przekonania, że druga próba, będzie znacznie lepsza, gdy przeznaczy się na to więcej pieniędzy. Doświadczenia z SMJI mogą jednak potwierdzić, że urzędnik nie zawsze uczy się na błędach. A najgorsze, gdyby teraz w UKE sobie pomyśleli – „do trzech razy sztuka”.