Czy operatorzy w Polsce mają powody do optymizmu? Jeśli wezmą za dobrą monetę obietnice prezesa UKE Przemysława Kuny lub europosła Michała Koboski, powinni pogodnie patrzeć w przyszłość – trochę jak w słynnej piosence Monty Pythona „Always look on the bright side of life”.

Publikowane przez operatorów wyniki finansowe za pierwszy kwartał tego roku pokazały, że branża ma wiele powodów do zadowolenia. Telekomom rosną przychody, zyski i wskaźniki średnich przychodów od klienta. Z wyników w segmencie telekomunikacyjnym zadowolona jest nawet grupa Polsat Plus i chce się w jego rozwój zaangażować bardziej, choć w ostatnich latach traktowała po macoszemu.
Jednak nie tylko duże telekomy poprawiały swoje wskaźniki. Może nawet bardziej spektakularne wzrosty mieli operatorzy notowani na NewConnect: DG-Net, Telgam, czy Korbank. Ta pierwsza spółka w I kw. 2026 r. zanotowała wzrost przychodów o ponad 20 proc. (porównując wyniki do takiego samego okresu rok wcześniej).
Bardzo zadowolony z telekomunikacyjnego biznesu w Polsce jest też Polski Światłowód Otwarty. Ignacio Irurita, CEO tego hurtowego operatora, na niedawnej konferencji w maju twierdził, że spółka osiąga świetne wyniki, realizuje wysokie marże i podnosi co roku ceny.
Czy to oznacza, że na rynku telko zapanował entuzjazm, tak jak np. w branży deweloperskiej, gdzie – jak wynika z doniesień medialnych – nastąpiło odbicie i deweloperzy jak szaleni znów zaczęli budować nowe mieszkania?
Jak wynika z przedstawionego na konferencji PIKE „Barometru Rynku Komunikacji Elektronicznej”, wcale tak nie jest. Blisko co trzeci ankietowany w tym mini badaniu twierdzi, że poziom przychodów na rynku telekomunikacyjnym w 2026 r. spadnie, a 36 proc., że się nie zmieni. Tylko co trzeci respondent uważa, że ten rok będzie lepszy niż ubiegły. Zastrzec tu trzeba jednak, że w badaniu zapytano tylko 59 osób i z tego względu trudno je uznać za reprezentatywne, choć z pewnością do pewnego stopnia pokazuje, jakie są nastroje w branży.
Generalnie, już od wielu lat, operatorzy najbardziej narzekają na regulacje. Dlatego nie dziwi, że na pytanie, co będzie miało w 2026 r. największy wpływ na wzrost kosztów przedsiębiorstwa, największa grupa (26 proc.) odpowiada, że "nowe obowiązki w zakresie polityki regulacyjnej i legislacyjnej państwa". Dopiero na drugim miejscu jest "zapewnienie cyberbezpieczeństwa" (23 proc.), mimo że trzeba wdrażać przepisy KSC, a cyberzagrożeń jest coraz więcej. 42 proc. ankietowanych twierdzi, że byłaby skłonna przyłączyć się do protestu przeciwko zasadom prowadzenia działalności telekomunikacyjnej w Polsce. W ankiecie 66 proc. przedstawicieli środowiska przyznało, że zdarzyło im się rezygnować z inwestycji w nowe usługi lub rozbudowę sieci z uwagi na niejednoznaczną interpretację lub niespójne stosowanie przepisów.
Tak naprawdę jednak, chyba najbardziej zatrważające wyniki przyniosła odpowiedź na pytanie, "ile kontroli i wezwań do udzielenia informacji w sprawach działalności telekomunikacyjnej było w twojej firmie w 2025 r.?". Aż 12 proc. przedsiębiorców odpowiedziało, że miało 21 lub więcej kontroli w ciągu roku, a 10 proc. – 11-20 kontroli. W sumie 4-10 kontroli rocznie, jakie musi obsłużyć operator to norma, bo 22 proc. ankietowanych twierdzi, że tyle razy w ub.r. gościli u siebie kontrolerów.
O tym, że branżę telekomunikacyjną w Polsce należy raczej deregulować, niż przykręcać operatorom śrubę, mówi się w Polsce już od około dekady. Efekt jest jednak taki, że przedsiębiorcy są coraz bardziej przytłaczani nowymi obowiązkami.
Na konferencji PIKE w tym tygodniu, w debacie: „Koszty regulacyjne vs. rozwój sieci", Przemysław Kuna, prezes UKE ocenił, że rynek komunikacji elektronicznej w naszym kraju jest już wystarczająco wyregulowany, operatorzy są zasadniczo otwarci na współpracę, co w perspektywie kolejnych lat powinno raczej skłaniać do deregulacji. Jednak kilkanaście dni wcześniej prezentując nową strategię urzędu wskazywał, że najbliższe miesiące i lata dla branży to okres, w którym przyjdzie UKE wdrażać na polskim rynku kilka istotnych dyrektyw unijnych, takich jak: Digital Service Act (akt o usługach cyfrowych), DSM (dyrektywa w sprawie prawa autorskiego), Data Act, DNA (akt o sieciach cyfrowych), NIS 2 czy UKSC (ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa). Do tego dochodzą AI Act czy Digital Market Act, które też mogą wpływać także na rynek telekomunikacyjny czy pocztowy.
Czy już sama ta wyliczanka nie wzbudza niepokoju u przedsiębiorców? Wygląda na to, że operatorom raczej nowych obowiązków regulacyjnych przybędzie niż ubędzie. Prezes UKE zresztą na razie nie przedstawił konkretów, w jakich sprawach mógłby operatorom ulżyć – czy im trochę odpuści w obowiązkach sprawozdawczych czy kontrolach.
O tym, że będzie lepiej, gdy wdrożony zostanie unijny Akt o sieciach cyfrowych (DNA) – oceniany w środowisku z bardzo mieszanymi uczuciami – przekonuje Michał Kobosko, europoseł, który jest głównym sprawozdawcą ds. DNA w Brukseli i pojawił się na PIKE. Twierdzi on, że unijny akt powinien przynieść uproszczenie przepisów.
„Ramy regulacyjne musimy wzorować na krajach, które nałożyły najmniej dodatkowych obowiązków ponad to do czego obliguje Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej (EKŁE), a nie kumulować wszystkie dodatkowe obowiązki nakładane przez różne kraje członkowskie” – napisał po konferencji PIKE w mediach społecznościowych.
Czy rzeczywiście większa centralizacja regulacji z poziomu Brukseli w sektorze telko może okazać się takim szczęściem dla operatorów w Polsce i będzie oznaczać automatycznie poluzowanie wymagań regulacyjnych?
Wątpi w to Anna Streżyńska, która w mediach społecznościowych w tekście na temat DNA „Telekomunikacja nie jest już tylko rynkiem. Jest architekturą państwa”, pisze:
„Od pewnego czasu, na wszystkich konferencjach, w których biorę udział, staram się mówić o tym, że:
- nadmierna centralizacja zwiększa ryzyko systemowe,
- polska różnorodność jest strategicznym aktywem,
- lokalność może zwiększać odporność,
- konkurencja infrastrukturalna buduje zdolności adaptacyjne,
- redundancja nie jest „marnotrawstwem”.
Michał Kobosko przekonuje jednak, że centralna harmonizacja jak najszerszego katalogu przepisów ma pomóc naszym przedsiębiorstwom wchodzenie na inne rynki krajowe i większe korzystanie ze wspólnego rynku.
Pytanie tylko, którzy operatorzy byliby tym realnie zainteresowani? Orange, T-Mobile, Play z grupy Iliad, to międzynarodowi gracze, którzy i tak działają na wielu innych rynkach. A ilu z grona ok. 2 tys. lokalnych ISP, może być zainteresowanych zagraniczną ekspansją i w tym widzi swe największe szanse? Czy nie wygląda to trochę jak obiecywanie Niderlandów przez Zagłobę?
Czy więc operatorzy w Polsce mają powody do optymizmu? Jeśli wezmą za dobrą monetę słowa prezesa Kuny lub europosła Koboski, powinni pogodnie patrzeć w przyszłość – trochę jak w słynnej piosence Monty Pythona „Always look on the bright side of life”. Na dziś jednak, bardziej powinni się cieszyć z boomu na rynku deweloperskim. Będzie dużo nowych mieszkań, będzie kogo podłączać do sieci, nawet jeśli to będzie czasem patodeweloperka.
Piątkowe komentarze TELKO.in mają charakter publicystyki – subiektywnych felietonów, stanowiących wyraz osobistych przekonań i opinii autorów. Różnią się pod tym względem od Artykułów oraz Informacji.