REKLAMA

Powiedz BTS-owi żeby się włączył

Postawiliśmy sobie cele zbliżone do pięciostopniowego procesu automatyzacji opisanego przez Telemanagement Forum, gdzie 0 to brak jakiejkolwiek automatyzacji, a 5 to całkowita autonomia sieci.

Gdzie dziś jesteście?

Uśredniając, to na poziomie 3 i w drodze na 4. Gdyby spojrzeć na konkretne obszary sieci, to może być 1,5, a może być i 4. Niektóre obszary mogą się wydawać opóźnione, ale wcale nie zamierzamy z tym walczyć. Są bowiem obszary technologii schodzących, które prędzej stracą przydatność, niż my je zautomatyzujemy. Są także obszary na poziomie 4 w całym spektrum standardowych zdarzeń i działań. Gdy chodzi o zdarzenia i procedury niestandardowe, to ‒ jak już mówiłem wcześniej ‒ nie spieszymy się z automatyzacją. Do każdego „robota” opracowujemy szacunek ryzyka związanego z nieprawidłowym działaniem i to także wpływa na tempo wdrożenia.

W sieci rdzeniowej korzyści z automatyzacji są niewielkie, podczas gdy ryzyko jest ogromne. W sieci dostępowej jest na odwrót: elementów sieci jest mnóstwo, ale potencjalna awaria dotyczy niewielkiej liczby użytkowników. W sieci rdzeniowej notujemy od kilku do kilkudziesięciu awarii miesięcznie. W sieci dostępowej liczba incydentów przekracza 100 tys. ‒ tutaj będziemy więc bardzo mocno stawiali na automatyzację; nawet do poziomu 5.

Poziom 5. to jest ideał, czy realny cel do osiągnięcia?

Przy aktualnie eksploatowanych technologiach trudno to jeszcze uznać za konkretny cel.

Czyli jak to ma wyglądać w praktyce?

Chodzi o autoutrzymanie i autonaprawę sieci we wszystkich incydentach, które nie mają fizycznego charakteru. I to znowu zależy od platformy technologicznej, bo na przykład w 5G relatywnie łatwo to osiągnąć. Fizyczny wymiar sieci rdzeniowej 5G, to serwer. W sieci dostępowej, to antena i kable transmisyjne. Reszta jest oprogramowaniem, z którym wiele można zrobić automatycznie.

Kiedy uda się osiągnąć taki poziom automatyzacji utrzymania sieci?

Przy aktualnym tempie rozwoju, to będzie początek lat 30-tych. W praktyce znacznie ważniejszy jest poziom 4 ponieważ on automatyzuje reagowanie na wszystkie standardowe zdarzenia sieciowe, a takich zdarzeń jest najwięcej. Tutaj, w zależności od technologii, mówimy o 1-3 latach.

Była mowa o sieci rdzeniowej 5G. Czy wdrożenie stand-alone ułatwia automatyzację?

W pewnym stopniu tak, ale nie jest to przełom. Z natury chmurowego charakteru 5G łatwiej się temu poddaje, ale czy działa na własnym rdzeniu, czy na rdzeniu LTE, to nie jest aż tak istotne. Na marginesie ‒ równie podatne byłoby LTE, gdyby je wdrażać w środowisku Open-RAN.

A jeżeli chodzi o dostawców sprzętu… czy któryś wyróżnia się gotowością na AI?

Nie ma dzisiaj na rynku kryterium „gotowości na AI” jeżeli chodzi o sprzęt sieciowy. Jeżeli natomiast chodzi o rozwiązania do zarządzania siecią, jakie dostarczają czołowi dostawcy sprzętu, to dzisiaj żadnego nie nazwałbym liderem AI. Tak samo jak my, oni dopiero się uczą. Testowaliśmy pewne rozwiązania od vendorów sprzętu, ale okazały się tak zachłanne na zasoby obliczeniowe, że to by się nigdy nie opłacało w utrzymaniu.

Jak Orange Polska jest zaawansowany w automatyzacji zarządzania siecią na tle całej grupy Orange?

Należymy do liderów wdrażania koncepcji autonomous network. W Polsce działa bardzo silny ośrodek R&D, który pracuje nad rozwiązaniami sieciowymi i nad zastosowaniami AI. Wspomniana platforma Matrix będzie stanowić podstawę dla rozwiązania wdrażanego w całej grupie. Telco AI Assistant ‒ rozwiązanie, które pozwala zarządzać siecią za pośrednictwem języka naturalnego, także zostało opracowane w Polsce.

Polska jest dużym rynkiem, a organizacja jest biznesowo elastyczna. To ułatwia wdrażanie innowacyjnych rozwiązań. Wiele ciekawych pomysłów pojawia się także w Rumunii, a ostatnio również w Hiszpanii po połączeniu Orange z MasMovil. Hiszpanie obiecują pokazać metodę opisu sieci za pomocą grafów, co może bardzo ułatwić śledzenie zależności zdarzeń sieciowych i wdrażanie automatycznych rozwiązań utrzymaniowych (ang. self-healing).

Słychać entuzjazm, kiedy pan o tym mówi.

Według mnie to jedna z najciekawszych innowacji, jakie ostatnio pojawiły się na horyzoncie. Druga ‒ już działająca, ale rokująca jeszcze więcej na przyszłość ‒ to metoda zarządzania siecią za pośrednictwem języka naturalnego.

„BTS-się, włącz się”?

To też, ale w praktyce pewnie częściej: „coś niedobrego dzieje się w sieci mobilnej w Szczecinie, co to może być?”; albo: „za tydzień Marsz Niepodległości, zoptymalizuj sieć na to wydarzenie”.

Brzmi dobrze. Dziękujemy za rozmowę.

rozmawiali Łukasz Dec i Wojciech Piechocki