Jednak w jej ocenie, na to nie są gotowi organizatorzy sportowi. Prawa są niesamowicie kosztowne, a co za tym idzie, dostęp do nich jest pakietowany, oparty na opłatach hurtowych, rozliczany zwykle w trybie miesięcznym i często z minimalnymi progami. Prawa telewizyjne już teraz są bardzo drogie, przy zmianie modelu stałyby się jeszcze droższe.
– W sporcie widzimy raczej tendencje do zmiany formuły wydarzeń, tak by uatrakcyjnić ją dla widzów i utrzymać ich atrakcyjność i wyjść maksymalnie poza sezonowość rozgrywek. Przykładem są ostatnie zmiany w UEFA Champions League [zmiana zasad rozgrywek zwiększyła liczbę meczów i skróciła przerwy w rozgrywkach – red.] – zwraca uwagę Monika Gilmijarow.
Ciągle poważnym problemem dla operatorów, takich jak INEA jest piractwo streamingowe transmisji sportowych. Skala zjawiska jest ogromna, wartością mierzona w miliardach złotych rocznie. Z punktu widzenia operatorów, to realne straty w przychodach. Tracą też nadawcy, którzy kupują prawa od organizatorów sportowych (np. UEFA, PKO Ekstraklasa, Premier League), a skala piractwa realnie zmniejsza szanse na odrobienie tych wydatków. W Polsce wygląda to często tak, że realny rynek płacących użytkowników kurczy się z powodu nielegalnych źródeł. Nadawca, aby utrzymać rentowność, kompensuje straty wyższymi stawkami licencyjnymi i gwarancjami minimalnymi, w ten sposób przerzucając część ryzyka na operatorów.
Przeciwdziałanie piractwu jest ważne, ale stanowi kolejny czynnik, który wpływa na końcowy koszt licencji. Wydatki na integrację watermarkingu, aktualizację DRM, zabezpieczeń w STB i aplikacjach OTT, monitoring i audyty bezpieczeństwa, sprawiają, że operator płaci więcej nie tylko za prawa, ale również za zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony treści, bez czego zresztą nie uzyska praw.
Innego typu wyzwaniem, przed jakim stoją operatorzy tacy jak INEA, są zmiany technologiczne.
– Rozwój technologii ogromnie wpłynął na to, jak klienci oceniają ofertę telewizyjną, a w szczególności sportową. Opóźnienie sygnału, stabilność, 4K, HDR i wieloekranowość są dziś istotne przy wyborze pakietu TV – mówi Maciej Piechociński.
Dziś kibice oczekują dużo więcej niż tylko dostępu do kanału co oznacza, że usługi TV trzeba poszerzać o dodatkowe funkcje. Widzowie chcą móc cofnąć wybraną akcję, spauzować czy obejrzeć transmisję później lub w podróży, mieć własny profil z odpowiednio wybranymi rekomendacjami.

Wywodzący się z Wielkopolski operator nie zakłada, że w przyszłości sytuacja na rynku usług telewizyjnych zmieni się tak, że będzie mu działać znacznie łatwiej. Ocenia sytuację realnie i przygotowuje się do ostrej walki konkurencyjnej.
W ocenie INEA, w najbliższych latach nic nie zapowiada większej konsolidacji, a raczej pogłębienie rozproszenia rynku praw sportowych. Coraz więcej platform chce mieć w swojej ofercie sport, a ligi coraz mocniej rozwijają modele D2C (Direct-to-Consumer, pomijając takich pośredników jak operatorzy). W efekcie koszty stale rosną, bo rozdrobnienie powoduje, że organizacje sportowe mogą sprzedawać prawa jak najdrożej. Wiele wskazuje, że w tym chaosie praw i mnogości platform, agregatorzy treści, integratorzy usług będą mieli przewagę rynkową.


[Materiał powstał we współpracy z INEA]