Roamingowe gierki

Dwaj z czterech dużych operatorów już mają, a dwaj jeszcze nie mają prawa do stosowania opłat wyrównawczych w usługach w roamingu międzynarodowym zgodnych z zasadą roam-like-at-home. Chociaż wszyscy narzekają na koszty świadczenia tych usług, to bynajmniej nie spieszą się z wdrożeniem mechanizmu dopłat. Bo procedura i końcowy efekt wciąż budzą obawy.

(Już po opublikowaniu niniejszego tekstu P4, operator sieci Play, opublikował nową ofertę roamingową ze stawkami opartymi na decyzji UKE o dopłatach)

(źr.TELKO.in)

Polkomtel, operator sieci Plus, otrzymał prawo stosowania opłat wyrównawczych jeszcze w ubiegłym roku. Uzgodnienie z Urzędem Komunikacji Elektronicznej stawek dopłat zajęło mu około 3,5 miesiąca. P4, operator sieci Play, zgodę otrzymał w ubiegłym tygodniu po 4-miesięcznych negocjacjach z urzędem. Obie sieci nie są zachwycone, bo chciały prawa do wyższych dopłat. Orange Polska negocjacji z UKE jeszcze nie zakończył, a T-Mobile nawet ich jeszcze nie rozpoczął.

Mimo ograniczonego korzystania z usług roamingowych opinia publiczna jest bardzo wrażliwa na punkcie „płatnego roamingu”

Wakacyjny kwartał (lipiec – wrzesień) 2017 r. roku kosztował operatorów 250 mln zł deficytu na usługach roamingowych. Mimo tego Play na razie dopiero się zastanawia, jak wdrożyć do ofert dopłaty. Zastanawia się również Plus, choć stosowną zgodę UKE otrzymał jeszcze w październiku ub.r. Na razie czeka na wyniki odwołania od decyzji regulatora w sprawie dopłat. Chociaż roamingowy licznik nadal bije – trwają przecież ferie zimowe – to pośpiechu nie widać. Jest zbyt wiele znaków zapytań, jak wdrażać dopłaty i jakie mogą być tego efekty.

Choćby przekonanie, że zmiana warunków świadczenia usług klientom może spowodować masowe wypowiadanie umów. Bieżąca nowelizacja Prawa telekomunikacyjnego zdawała się usuwać ten problem, ale w przekazanym do Sejmu projekcie ustawy brak na temat jakiejkolwiek wzmianki. To zaś oznacza, że operatorzy i tak muszą się liczyć z liczonym w latach wprowadzaniem dopłat do umów przynajmniej części abonentów.

W kuluarowych dyskusjach przedstawiciele operatorów utrzymują, że problem roamingu realnie dotyczy niewielkie grupy klientów – statystycznie 15 proc. (choć z różnym udziałem w bazach poszczególnych operatorów). Znaczną część deficytu finansowego po stronie operatorów generują „permanentni roamerzy”, relatywnie mniejszą (per abonent) standardowi użytkownicy kilka razy do roku opuszczający Polskę. Nie zmienia to faktu, że zmiana kształtu oferty roamingowej – nawet niekoniecznie bardzo przydatnej dla każdego klienta – może mieć wpływ na wybory zakupowe. Polski rynek mobilny jest wysoce konkurencyjny. Ceną konkurować coraz trudniej i dla operatorów niekorzystnie. Połączenia głosowe i SMS standardowo są nielimitowane. Konkurować można pakietami mobilnej transmisji danych. Oraz kształtem usługi roamignowej. Warto zwrócić uwagę, jak wrażliwe na ofertę roamingową są media ogólnoinformacyjne. Wystarczyła informacja o wydaniu decyzji o dopłatach dla Playa, by ogłosiły, iż ten operatora „przywraca płatny roaming”. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że zasady roam-like-at-home nie rozumieją nawet osoby zawodowo związane z rynkiem telekomunikacyjnym (choć nie bezpośrednio z segmentem mobilnym). Czego zatem oczekiwać po statystycznym kliencie? Roaming jest i będzie narzędziem promocyjno-marketingowe, a poziom deficytu na tych usługach określi, czy narzędziem mniej, czy bardziej skutecznym.

Polityka roamingowa operatorów jest różna i w różny sposób planują oni odzyskiwać koszty świadczenia tych usług. Play wystąpił o dopłaty do połączeń wychodzących i przychodzących, SMS i MMS oraz transmisji danych. Plus wnosił tylko o dopłaty do połączeń głosowych oraz do transmisji danych, a Virgin Mobile Polska o dopłaty do wychodzących połączeń głosowych, SMS oraz transmisji danych.