Nie każda regulacja jest problemem

Trudno również wyobrazić sobie skuteczną działalność regulatora bez wiedzy o strukturze rynku, udziałach przedsiębiorców czy poziomie konkurencji.

Nie oznacza to jednak, że obecny system działa idealnie. Jak się bowiem wydaje, problemem nie jest sama regulacja, lecz sposób jej wykonywania. Jeżeli przedsiębiorca przekazuje te same dane kilku różnym instytucjom, a następnie odpowiada na kolejne wezwania dotyczące identycznych informacji na potrzeby analiz rynkowych, trudno mówić o efektywności. W takim przypadku dyskusja powinna dotyczyć nie tego, czy regulować, lecz jak regulować. Dane powinny być zbierane raz, wykorzystywane wielokrotnie, a obowiązki administracyjne powinny być proporcjonalne do celu, któremu służą. W tym zakresie wydaje się faktycznie, że czeka nas jeszcze długa droga i być może hasłem przyświecającym dyskusji w zakresie zbierania danych o rynku powinno być hasło „jedno okienko”, które kiedyś zrewolucjonizowało zakładanie działalności gospodarczej dla JDG. Wbrew pozorom postulat sprawozdawania wszystkich danych do tego samego organu, w ramach tego samego systemu i w oparciu o ustalone z rynkiem formularze nie wydaje się bynajmniej mrzonką, a jednak dziś mamy PIT, SIIS, SIDUSIS, COCOM i inne dane przekazywane na wezwanie[2].

Co ciekawe w dyskusji o potrzebie zniesienia regulacji sama branża telekomunikacyjna nieświadomie dostarcza argumentów na rzecz tezy przeciwnej. Wśród postulatów mających przyspieszyć rozwój sieci na obszarach tzw. białych plam często pojawia się potrzeba „usunięcia barier budowlanych”. Warto jednak zauważyć, że usuwanie barier budowlanych samo w sobie jest formą regulacji. Jeżeli ustawodawca skraca procedury administracyjne, ogranicza liczbę wymaganych uzgodnień, ułatwia dostęp do nieruchomości albo nakłada obowiązki współpracy na właścicieli infrastruktury, to nie mamy do czynienia z deregulacją. Mamy do czynienia z aktywnym udziałem państwa w kształtowaniu warunków inwestowania. Innymi słowy, branża nie domaga się braku regulacji. Domaga się regulacji lepszej, prostszej i bardziej efektywnej.

Warto również pamiętać, że dyskusja o regulacjach nie odbywa się w próżni. Ostatnie dekady dostarczyły wielu przykładów pokazujących, że całkowite zaufanie do samoregulacji rynku może prowadzić do skutków kosztownych dla całych społeczeństw.

Jednym z symboli takiego podejścia był Alan Greenspan, wieloletni przewodniczący Rezerwy Federalnej USA, który przez lata pozostawał zwolennikiem przekonania, że uczestnicy rynku, działając we własnym interesie, będą naturalnie ograniczali ryzyko i eliminowali nieprawidłowości. Kryzys finansowy z 2008 r. pokazał jednak, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Mechanizmy rynkowe nie zawsze potrafią samodzielnie korygować błędy, a koszty ich niepowodzenia często ponoszą nie tylko przedsiębiorcy, lecz całe społeczeństwa. Sam Greenspan przyznał później przed Kongresem USA, że jego wcześniejsze założenia okazały się błędne.

W tym miejscu chyba także ja powinienem zrobić małe wyznanie. Ktoś mógłby powiedzieć, że łatwo bronić regulacji osobie, która od ćwierć wieku zajmuje się zawodowo doradztwem regulacyjnym. Rzeczywiście, od ponad 25 lat obserwuję rynek telekomunikacyjny z bliska. Jednocześnie jednak paradoks polega na tym, że nie zaczynałem swojej zawodowej drogi jako entuzjasta regulacji. Wręcz przeciwnie. Jako młody człowiek zaczytujący się von Misesem, Hayekiem i Friedmanem, byłem przekonany o wyższości wolnego rynku nad ingerencją państwa i przez długi czas uważałem, że najlepszą regulacją jest jej brak.

Lata praktyki i wiele doświadczeń nauczyły mnie jednak pewnej pokory i złagodziły moje liberalne zapędy.

PRZYPISY

[2] I jedynym powodem wielości systemów nie jest raczej obowiązek zachowania trwałości systemów wybudowanych ze środków unijnych.

PRACA