Mogłem być obserwatorem, a niekiedy i uczestnikiem sytuacji, w których brak regulacji utrwalał dominującą pozycję i koszty, jakie w związku z tym musi płacić całe społeczeństwo. Zdałem sobie też sprawę, że w uwarunkowaniach, w jakich żyjemy, nie jest możliwe budowanie cyfrowego społeczeństwa bez aktywnego wsparcia państwa i wykorzystania pomocy publicznej, zwłaszcza w nisko zurbanizowanych obszarach geograficznych Polski. Widziałem również, jak dostęp do infrastruktury, przejrzyste zasady współpracy czy możliwość szybkiego rozstrzygania sporów przez regulatora otwierały rynek dla nowych przedsiębiorców i zwiększały konkurencję, a jak ich brak powodował, że wygrywali nie ci, którzy są najbardziej innowacyjni czy efektywni kosztowo, ale ci, którzy najlepiej wykorzystali luki w regulacjach, brak transparentności, czy niedostateczną egzekucję zasady niedyskryminacji.
Co więcej, musimy mieć pełną świadomość, że dziś problem jest jeszcze bardziej złożony. Świat staje się coraz bardziej skomplikowany, a granice pomiędzy poszczególnymi sektorami gospodarki stopniowo się zacierają. Operator telekomunikacyjny jest jednocześnie dostawcą usług cyfrowych, transmisji danych, cyberbezpieczeństwa i często także dostawcą treści. Globalne platformy internetowe świadczą usługi komunikacyjne. Dostawcy treści konkurują o uwagę użytkownika z operatorami inwestującymi miliardy złotych w budowę sieci. W takiej rzeczywistości coraz trudniej prowadzić poważną debatę o całkowitej deregulacji. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy regulacje nadążają za rzeczywistością i czy tworzą równe warunki konkurencji.
Dobrym przykładem są relacje pomiędzy przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi a globalnymi dostawcami treści. Przedsiębiorca telekomunikacyjny świadczący usługi telekomunikacyjne podlega licznym obowiązkom wynikającym z przepisów sektorowych. Musi realizować obowiązki sprawozdawcze, podlegać nadzorowi regulatora, spełniać wymogi bezpieczeństwa, ciągłości świadczenia usług czy ochrony użytkowników. Co więcej, jeżeli świadczy usługi pakietowe, w tym usługi związane z dostarczaniem treści, to w zakresie wymogów ich świadczenia wszystkie te usługi podlegają regulacjom i wymogom wynikającym z przepisów sektorowych.
Tymczasem podmiot dostarczający użytkownikowi treści, często konkurujący o ten sam czas, uwagę i pieniądze klienta, funkcjonuje w zupełnie innym otoczeniu regulacyjnym. Mało tego, korzysta z dobrodziejstw zasady neutralności sieci, której ciężar praktycznej realizacji spoczywa przede wszystkim na operatorach telekomunikacyjnych. Nie oznacza to, że dostawcy treści powinni zostać objęci identycznymi regulacjami. Pokazuje jednak, że współczesnym wyzwaniem nie jest już sam poziom regulacji, lecz zapewnienie ich spójności i proporcjonalności pomiędzy podmiotami działającymi na coraz bardziej przenikających się rynkach. Mam też silne przekonanie, że po drugiej stronie stołu coraz rzadziej oczekuje się od branży kolejnych postulatów sprowadzających się do hasła „mniej regulacji”, a coraz częściej konkretnych propozycji pokazujących, jak regulować mądrzej, prościej i bardziej proporcjonalnie.
Ciekawie wyglądają również dane dotyczące perspektyw branży. Przedsiębiorcy niemal po równo optują za prognozą wzrostu, stagnacji i spadku rynku telekomunikacyjnego. Jednocześnie publikowane wyniki największych operatorów pokazują wzrost przychodów, wzrost średnich rachunków klientów oraz wzrost zysków. Nie oznacza to oczywiście, że sektor jest wolny od problemów. Pokazuje jednak, że obraz rynku przytłoczonego regulacjami nie jest tak jednoznaczny, jak mogłoby się wydawać.