Sytuacja geopolityczna zmieniła się kilka lat temu więc mnóstwo jest zapytań o zapasowe łącze niezależne od sieci naziemnej, na wypadek blackoutu czy innych zakłóceń. W kontekście Narrowband IoT klienci wręcz chcą mieć dwa niezależne łącza – naziemne 4G/5G od operatora MNO i satelitarne ‒ jako backup dla niedużych pakietów danych, na przykład odczytów licznika czy sensorów badających wilgotność gleby.
Czy teraz musicie tylko dopiąć partnerstwa z operatorami konstelacji LEO i sprzedawać, czy coś więcej jest do zrobienia po waszej stronie?
AGNIESZKA GŁADYSZ/MICHAŁ SZCZĘSNY: Z marszu możemy oferować usługi bez dodatkowej infrastruktury. Musimy się jednak „dozbroić” formalnie – wdrożyć procedury, przeszkolić ludzi. W części przypadków potrzebny będzie naziemny gateway w Polsce, co zawsze jest przedmiotem negocjacji z operatorem konstelacji.
Czym jest gatewaya dla konstelacji LEO?
AGNIESZKA GŁADYSZ/MICHAŁ SZCZĘSNY: Trzeba zbudować jedną, dwie anteny z trackingiem [automatyczne lub półautomatyczne utrzymanie celowania anteny na satelitę ‒ red/] – na LEO często jest tak, że anten musi być kilka, o różnej wielkości. Do tego potrzebny jest sprzęt konwertujący sygnał radiowy z LEO na IP – kilka szaf sprzętu, dekodery ‒ taka stacja czołowa.
Co możecie dzięki posiadaniu gatewaya satelitarnego?
AGNIESZKA GŁADYSZ/MICHAŁ SZCZĘSNY: Gateway daje nam gwarancję kontroli pasma i podnosi jakość transmisji. Ruch nie wychodzi poza Polską, idzie z satelity, wpada na gateway, z którego może iść bezpośrednio przez VPN do sieci klienta.
Powiedzcie coś więcej o tej ostatniej inwestycji.
AGNIESZKA GŁADYSZ/MICHAŁ SZCZĘSNY: Infrastrukturę teleportu można częściowo wykorzystać do budowy gatewaye LEO, ale to jest odrębny obiekt. Duża antena to jedna trzecia ceny takiej inwestycji. Druga część to cała automatyka, bo antena musi się obracać w dwóch wymiarach i mieć tracking. Trzecim elementem kosztowym jest odladzanie – zwłaszcza w polskich warunkach musi być instalacja podgrzewająca antenę. To były już milionowe inwestycje, więc nie dało się tego zrobić inaczej niż budując cały teleport.
Fazę zero mieliśmy w 2019 r., a produkcyjne rozwiązanie zbudowaliśmy dla wiodącego klienta. W teleporcie świadczymy głównie klasyczne usługi VSAT – sieć satelitarna TDMA z wieloma lokalizacjami, przy czym anteny patrzą na różne satelity, z różną elewacją i azymutem. Mamy podpisane umowy partnerskie z różnymi operatorami satelitarnymi. Dysponujemy hubem centralnym oraz różnego rodzaju terminalami dostarczanymi klientom na całym świecie: antena, wzmacniacz, modem.
Jeżeli dobrze pamiętam nie trzeba budować teleportu, żeby sprzedawać usługi VSAT.
AGNIESZKA GŁADYSZ/MICHAŁ SZCZĘSNY: Jeżeli to maja być usługi TDMA, to taki węzeł centralny jest konieczny. Inaczej jest w technologii SCPC [Single Channel Per Carrier, na jednej częstotliwości przesyłany jest tylko jeden sygnał, bez multipleksacji ‒ red.], z której kiedyś korzystaliśmy, a w której terminal komunikował się z satelitą bez huba centralnego, ale ona wyszła z użycia, między innymi z powodu zakłóceń pasma C przez rozwijające się sieci 5G.
Czy można mówić o pojemności takiego hubu w klasycznym telekomunikacyjnym sensie?
AGNIESZKA GŁADYSZ/MICHAŁ SZCZĘSNY: Ogranicza nas satelita, nie hub – na naszym hubie moglibyśmy przepchnąć setki megabitów, a nawet gigabity. Kluczowa jest pojemność satelitarna.