REKLAMA

Zapewnić łączność

Dlatego nie identyfikujemy wojny jako kluczowej przyczyny wzrostu zagrożenia w sieci, chociaż oba zjawiska są zbieżne w czasie.

A zagrożenie kinetyczne ‒ groźba fizycznego zniszczenie infrastruktury ‒ jak ono wpływa na wasze przygotowania?

Sieć telekomunikacyjna ‒ na poziomie platform i inteligencji sieciowej ‒ jest trudna do obrony ‒ szczególnie gdy mowa o zasobach danych zapewniających zarządzanie siecią i podtrzymanie procesów biznesowych. Co prawda redundancje i protekcje, zapewniające usługi nawet w przypadku utraty obiektów, w których zlokalizowana jest infrastruktura telekomunikacyjna, bardzo podnosi odporność. Najłatwiej bronić podstawowych funkcji sieci i działać np. w trybie degraded mode. Wyłącza się po prostu wszystkie „zbędne” elementy sieci. Łączność staje się priorytetem absolutnym. Nieważne, czy działa billing i możemy klientowi wystawić rachunek ‒ najważniejsze, że zapewnimy mu łączność.

Nie ma zatem planu podtrzymania pełnego spektrum działania sieci.

Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek operator w Polsce, czy w Europie mógł to w pełni zapewnić. Z doświadczeń ukraińskich wynika również, że łączność atakowanego kraju niekoniecznie jest obiektem działań agresora, bo on też może chcieć z niej… skorzystać. Dlatego Ukraińcy obszarowo wyłączają sprawne sieci na utraconych terenach, by nie korzystali z niej do celów militarnych Rosjanie. Bardzo mocno korzystają za to Ukraińcy z łączności satelitarnej, która jest odporna na to wszystko, o czym rozmawiamy.

Chcę podkreślić, że na wojnę jako taką bardzo trudno jest się przygotować. Natomiast jesteśmy przygotowani na zdarzenia nagłe jak np. zniszczenie naszego obiektu przez uderzenie drona.

Jak to się robi?

Mamy wiele poziomów ochrony. Zacznijmy od disaster recovery ‒ dane przechowujemy w kilku miejscach z backupami, żeby móc je odtworzyć w przypadku utraty głównych centrów danych. Po drugie, redundancja geograficzna i redundancja systemów. Co to oznacza? Jeśli potrzebujemy pięciu instancji, to mamy ich sześć. Najskuteczniejszy model to active-active: dwie lokalizacje wymieniają dane na bieżąco. W razie awarii jednej, druga natychmiast przejmuje całą funkcjonalność (nie trzeba tu zresztą wojny, by to przetestować; wystarczy podejrzenie pożaru, przy którym strażak zawsze każe wyłączyć zasilanie obiektu). Stosujemy też lokowanie najważniejszych danych poza granicami Polski, jako backup na wypadek szerokiego konfliktu ‒ obowiązujące regulacje na to pozwalają.

Co jest naprawdę krytyczne ‒ wieże telekomunikacyjne czy serwery w centrach danych?

Wieże są najmniej ważne. One zawsze są tak odporne, jak odporny będzie ich backhaul i zasilanie. To, co trzeba chronić najbardziej, to rdzeń sieci ‒ platformy, systemy zarządzania, autoryzacji, transmisji. One zapewniają ciągłość funkcjonowania usług.

W Orange realizujemy projekt pod nazwą „P4”, zakładający, że w 10 minut od zdarzenia jesteśmy w stanie przywrócić łączność dla czterech podstawowych usług: SMS, MMS, głosu i transmisji danych. Oczywiście mówimy o ograniczonym, ale istotnym obszarze. Projektując architekturę sieci i rozwiązania, dążymy właśnie do tego celu. Co więcej regularnie „psujemy” własną sieć, robiąc kilkadziesiąt testów rocznie ‒ wyłączamy zasilanie lub infrastrukturę, żeby sprawdzić, czy zaprojektowane rozwiązania rzeczywiście działają. Od 2017 r. rdzeń naszej sieci nie miał żadnej poważnej wpadki.

Jak wygląda kwestia zasilania sieci w przypadku blackoutu?

Jeśli chodzi o sieć stacjonarną, wymóg zapewnienia zasilania awaryjnego istnieje od lat dziewięćdziesiątych i nie ma tu dyskusji. Nasze kluczowe obiekty w rdzeniu sieci, centra kolokacyjne ‒ mają agregaty prądotwórcze o mocy wielu megawatów i jesteśmy przygotowani, żeby utrzymać funkcje przez wiele dni. Krytycznym elementem staje się wtedy dostawa paliwa ‒ jeśli z tym będzie problem, to np. po 72 godzinach w niektórych przypadkach mogą pojawić się trudności.

Stacje bazowe sieci mobilnej nie są dzisiaj objęte regulacjami co do czasu podtrzymania zasilania, chociaż trwają prace nad wymogiem dla tzw. stacji pokryciowych ‒ mają działać przez minimum 6 godzin.