REKLAMA

Zapewnić łączność

Ale, biorąc pod uwagę czas wdrożenia legislacji, nie ma dziś żadnych powodów, żeby robić kolejne ruchy.

Wieszczono, że te zawirowania mogą zachwiać rynkiem RAN i odbić się na cenach sprzętu i jego dostępności z powodu osłabienie konkurencji.

Dziś nie ma problemu z uzyskaniem od naszych dostawców sprzętu, którego potrzebujemy. Jest natomiast kwestia ceny, co jednak nie wynika z problemów związanych z ewentualnymi decyzjami HRV [High Risk Vendor ‒ red.], tylko dostępnością pamięci RAM. Na rynku Radio Access Network mamy czterech liczących się dostawców infrastruktury radiowej, ale nie widzę, żeby konkurencja pomiędzy nimi osłabła. Globalny rynek jest wielki, nie wszędzie zostały nałożone lub grożą sankcje.

Na ile te uwarunkowania przekładają się także na rynek światłowodowy? Tam także istnieją dostawcy „bezpieczni” i dostawcy „kontrowersyjni”.

Nie widzimy tutaj większego problemu. Owszem staramy się mitygować ryzyka przez większe dostawy od „bezpiecznych” dostawców, ale strategia dwóch partnerów technologicznych dla sieci GPON się nie zmieniła.

Ile miedzi w sieci Orange jeszcze zostało i jak wygląda proces jej usuwania?

Wyciągamy miedź z ziemi od 2009 r. Do tej pory wydobyliśmy ponad 33 tys. ton, a licząc w kilometrach par kabli: 27 mln. To ok. jednej trzeciej całego „zakopanego” zasobu, licząc w ten sposób. Usuwamy infrastrukturę miedzianą wtedy, kiedy utrzymywanie usług na niej przestaje być opłacalne. Warto podkreślić, że wartość handlową w odsprzedaży wykopanej miedzi ma tylko część kabli. Ten przychód to tylko podpunkt kalkulacji opłacalności utrzymania sieci miedzianej. Mieliśmy przecież kiedyś 8,5 mln zajętych łączy. Dziś mamy 1,5 mln. To ponad 80-proc. spadek. Co roku demontujemy ponad 50 tys. kart abonenckich z central. To są duże oszczędności na kosztach energii elektrycznej czy na kosztach dzierżawy i utrzymania pomieszczeń. Każdy demontowany obiekt oznacza mniejsze zużycie energii jaką konsumują urządzenia telekomunikacyjne i klimatyzacja oraz mniejszą powierzchnię do utrzymania. Zamieniamy centrale zużywające 1000 amperów na moduły wyniesione pobierające 5 razy mniej energii.

Regulacje unijne, nad którymi trwają prace, mówią o obowiązku rozpoczęcia migracji do 2029 r. i zakończeniu do 2035 r. Z naszej perspektywy to trochę abstrakcyjne, bo likwidujemy tę infrastrukturę znacznie szybciej.

Co jest podstawowym zamiennikiem dla klientów na sieci miedzianej?

Przede wszystkim światłowód. Mamy ponad 10 mln lokalizacji w zasięgu, na koniec roku będziemy mieli 11 mln i rozmawiamy o dalszej rozbudowie. W sieci optycznej nie ma problemów z burzami, podczas gdy w napowietrznych liniach miedzianych wyładowania atmosferyczne indukowała prądy, które niszczyły urządzenia końcowe i paliły kable. Przy światłowodach problem nie istnieje a zużycie energii jest 8 razy mniejsze. Awarii też jest znacznie mniej.

Tam, gdzie nie mamy światłowodu, proponujemy usługi radiowe. Mamy już sprzedanych kilkaset tysięcy takich rozwiązań.

Czy satelita ma szansę być realnym zamiennikiem?

W perspektywie czasu tak, ale jako uzupełnienie w sytuacjach siły wyższej i awaryjnych głównie dla usług głosowych lub w miejscach, gdzie trudno zapewnić zasięg sieci tradycyjnej. Technologia Direct-to-Device może rozwiązać wiele problemów z utrzymaniem łączności w takich przypadkach. Ale nie zastąpi 5G. Technicznie i fizycznie jest to niemożliwe. Ma fundamentalne ograniczenie pojemnościowe, nie wspominając już o tym, że aby skorzystać z łączności satelitarnej, trzeba wyjść na zewnątrz. Satelita to uzupełnienie, a nie substytut sieci naziemnej. Przynajmniej w Europie.

Proszę mi jeszcze powiedzieć tak czysto po inżyniersku: eliminowałby pan miedź z sieci Orange?

Dla czystej wygody tak: miałbym mniej awarii i niższe zużycie energii elektrycznej. Trudno jednak bezrefleksyjnie usuwać (nawet archaiczną) platformę, skoro klienci nadal chcą z niej korzystać a firmie wciąż przynosi ona przychód.

Dziękujemy za rozmowę.

rozmawiał Łukasz Dec