Pora na wsparcie odporności i bezpieczeństwa sieci telekomunikacyjnych

Agnieszka Jankowska‒ Byłoby dobrze, gdyby po stronie administracji było to w jakiś sposób skoordynowane. Niektórymi tematami zajmuje się bowiem MON, niektóre obszary należą do właściwości MSWiA, zaś niektóre to kompetencje Ministerstwa Cyfryzacji. Czasem wygląda to na przeciąganie kołdry na swoją stronę.
(źr. TELKO.in)

Reasumując, jeżeli będzie realne zapotrzebowanie na wsparcie publiczne, to raczej na niewielkie lokalne projekty jak w KPO4.

Drugim obszarem rynku telekomunikacyjnego, na który zwróciłbym uwagę jest odporność sieci. Po pierwsze na odporność w rozumieniu cybernetycznym. W ubiegłym roku miał przecież miejsce ogromny atak na sieć Orange Polska.

WITOLD DROŻDŻ (członek zarządu ds. korporacyjnych i strategii Orange Polska): Te ataki są permanentne, zresztą dotykają sieci wszystkich operatorów.

WOJCIECH SZAJNAR: Druga sprawa to odporność sieci na różnego rodzaju kataklizmy, jak powódź w 2024 r.

Trzeci obszar wreszcie, to sieć telekomunikacyjna rozumiana jako podstawa cyfrowego ekosystemu państwa, podstawa wdrażania nowoczesnych produktów i usług. Przykładem może być wspomniana wcześniej gigafabryka AI. Drugi i trzeci obszar uważam za priorytetowy.

MAGDALENA GAJ (prezes zarządu Exatel): Dyskusja o kontynuowaniu budowy dostępu telekomunikacyjnego jest dla mnie trochę dyskusją o tym, czy internet jest prawem każdego obywatela. Ja bym się skłaniała do twierdzenia, że tak jest. Według mnie, rynek sam sobie z tym nie poradzi, ponieważ to, co zostało do uzupełnienia, to są zupełnie lub najmniej opłacalne lokalizacje. Środki publiczne powinny się więc na to znaleźć i to z wysokim udziałem ‒ 90 proc. kosztów (jeżeli nie więcej). Nie oznacza to jednocześnie, że warto asygnować na to duże środki skoro już teraz widać problem z absorpcją dotacji. Tym bardziej, należy silniej postawić na neutralność technologiczną i najmniej opłacalnym lokalizacjom zapewnić dostęp drogą radiową.

W mojej ocenie, w kolejnej perspektywie finansowej priorytetowo należy potraktować inwestycje w odporność sieci telekomunikacyjnych i technologiczną niezależność Polski. W tym także w budowę (pewnie nikogo nie zaskoczy, że to mówię) sieci łączności specjalnej.

WITOLD DROŻDŻ: Nie chciałbym powtarzać tego, co już padło. W pełni podpisuję się pod większością tez dyrektora WOJCIECHA SZAJNARA. Jestem przeciwny fetyszyzacji problemu białych plam, szczególnie wobec liczb, który tutaj padły, oraz wobec współczesnych wyzwań strategicznych. Zasięg i szybkość przestały być wystarczające w aktualnym krajobrazie zagrożeń, w tym ryzyk geopolitycznych, militarnych, cyber czy zjawisk klimatycznych. To wyzwanie, którego dzisiejszy rynek – budowany przecież na czasy pokoju, niskich cen, wysokiej jakości i silnej konkurencji ‒ sam nie jest w stanie zaadresować.

WANDA BUK (doradca społeczny Prezydenta RP): Absolutnie minął moment na dotowania kwotą 50 tys. dostępu światłowodowego w przysłowiowej leśniczówce. Każdy adres podłączony za kwotę większa niż 10-12 tys. zł to marnotrawstwo. Istnieją środki techniczne w postaci sieci radiowych i satelitarnych, żeby dobrej jakości dostęp zapewnić w tak trudnych punktach. Nie bardzo rozumiem filozofię: „trzy ostatnie nabory średnio się udały, no to spróbujmy znowu!”. Według mnie, to jest marnowanie środków publicznych. I tak nie wystarczy ich na wszystko, a więc trzeba identyfikować obszary, które dają największą korzyść z każdej wydanej złotówki.

Ja również jestem zdania, że należy się pochylić nad odpornością sieci. Dlaczego? Biorąc pod uwagę, jak bardzo w ostatnich latach obywatele i gospodarka uzależnili się od komunikacji, to kilka tygodni niedziałających sieci spowodowałoby totalny chaos.

MAGDALENA GAJ: Wystarczyłyby dni.

WITOLD DROŻDŻ: Myślę, że nawet godziny.

WANDA BUK: Blackout w Hiszpanii pokazał, co się w takiej sytuacji dzieje z nowoczesnym społeczeństwem ‒ a problemy z łącznością również tam były.

Zwróciłabym jeszcze uwagę na szanse w skali makro. Deindustrializacja Europy postępuje i fabryką świata już nie będziemy. Dlaczego jednak Europa, a zwłaszcza Polska, nie miałaby się stać globalnym laboratorium i centrum serwisowym nowoczesnych usług? Na to warto wykładać publiczne pieniądze. Jestem pod wrażeniem firmy z Podlasia, która jest jednym z kluczowych poddostawców producenta opon Michelin i ma w niebywałym stopniu zautomatyzowaną produkcję na bazie rozwiązań powstałych w Polsce.

MARTA WOJCIECHOWSKA: Innowacyjność tak, ale nie zapominajmy o podstawach. Nie wyobrażam sobie, by wspomniana fabryka z Podlasia mogła działać bez dostępu do transmisji danych.