REKLAMA

Pora na wsparcie odporności i bezpieczeństwa sieci telekomunikacyjnych

Marta Wojciechowska‒ Sieci telekomunikacyjne to infrastruktura krytyczna, ale jej budowa i utrzymanie nie tylko nie jest wspierane, ale napotyka liczne trudności.
(źr. TELKO.in)

I na pewno chciałbym się upewnić, jak realnie wygląda luka inwestycyjna oraz jak zrealizowane zostały deklaracje operatorów.

WITOLD DROŻDŻ: Nikt chyba nie kwestionuje potrzeby kontynuacji budowy dostępu do szybkiego internetu. Niezbędna jest jednak racjonalna priorytetyzacja wydatków publicznych. Może należałoby np. w większym stopniu uwzględnić dostęp mobilny, bo są adresy, gdzie naprawdę trudno dotrzeć z infrastrukturą stacjonarną przy rozsądnych kosztach. Na marginesie: wydaje się, że państwo samo zastawiło na siebie sidła, gdyż wpisanie w warunki rezerwacji w paśmie 3,6 GHz zobowiązań pokryciowych posłużyło jako argument za wykluczeniem z KPO inwestycji mobilnych – a przecież były pierwotnie przewidziane. Chyba w tym wypadku zabrakło odpowiedniej koordynacji na linii regulator ‒resort cyfryzacji.

Co więcej, za kilka lat tradycyjny podział na usługi mobilne i satelitarne może znacząco się zatrzeć. Taki rozwój rynku stanowi wyzwania konkurencyjne i regulacyjne oraz legislacyjne, aby zachować równowagę między graczami z tych rynków. Najwyższa więc pora na pogłębione rozmowy rządu i regulatora z rynkiem telekomunikacyjnym na temat technologii satelitarnych, zanim zapadną jakieś ustalenia „ponad naszymi głowami”, a które dołożą kolejną warstwę rozważań nt. naszej utraconej suwerenności cyfrowej.

ŁUKASZ DEC: Zgoda, że dla zapewnienia dostępu w coraz większym stopniu trzeba myśleć o całym miksie technologicznym, a nie tylko o światłowodach. Nie wykluczam, że również dla symbolicznej leśniczówki, jeżeli realizuje ważne społecznie funkcje, wymagające dobrej łączności. Coraz częściej widzę po Polsce okablowanie FTTH w miejscowościach, w których nie ma albo są problemy z podstawowym zasięgiem głosowym sieci mobilnych, żeby zadzwonić na 112. Według mnie, o tym warto by teraz więcej myśleć na przykład w kontekście umów inwestycyjnych jakie dopuszcza od wielu lat prawo, a z których nikt nie próbuje skorzystać. No dobrze, ale jak to wszystko sfinansować? Pytanie do WOJCIECHA SZAJNARA, na jakie pieniądze realnie można liczyć?

WOJCIECH SZAJNAR: Jeżeli mówimy o bieżącej perspektywie, to zostały już najwyżej resztki, może jakieś oszczędności. Jeżeli chodzi o nową perspektywę, to duże wrażenie na Komisji Europejskiej wywarł raport Draghiego i postulat centralizacji wysiłku inwestycyjnego. Propozycje nowych rozporządzeń idą właśnie w tym kierunku: przesunięcia środków na programy sterowane bezpośrednio przez Komisję kosztem polityki spójności. Przykład: budżet centralnie sterowanego programu Digital Europe wynosił niespełna 10 mld EUR. Teraz analogiczny mechanizm miałby wartość 50 mld euro, a cała wartość projektowanego Europejskiego Funduszu Konkurencyjności to ponad 250 mld euro. Te środki są wydatkowane w zupełnie inny sposób niż przywykliśmy w Polsce.

WANDA BUK: W bardzo nietransparentny sposób i bez jasnych procedur odwoławczych. Tak jak dzisiaj funkcjonuje Fundusz Innowacyjny.

MAGDALENA GAJ: Polskie podmioty, które nie są korporacjami międzynarodowymi posiadającymi oddziały w Brukseli, byłyby w trudnej sytuacji. Choćby dlatego, że nie mają doświadczenia z taką dystrybucją środków.

WOJCIECH SZAJNAR: To są na razie tylko propozycje, ale warto o nich pamiętać. W Unii Europejskiej są kraje ‒ szczególnie te duże i wpływowe ‒ które popierają taką dystrybucję, bo zakładają, że zyskają na tym ich firmy oraz instytucje.

Środki, którymi dysponuje Komisja mają zwykle poziomy dofinansowania 50 proc. i mniej. Do tego beneficjenci w Polsce nie są przyzwyczajeni. W innych krajach wkład własny czasem finansuje państwo, lub środki z polityki spójności, ale u nas takie mechanizmy są incydentalne.

MAGDALENA GAJ: Exatel korzysta z takiej pomocy. Realizujemy projekt związany z komunikacją satelitarną finansowany bezpośrednio przez Komisję Europejską. Wkład własny pomogło nam sfinansować MON.

MARTA WOJCIECHOWSKA: Jak dla mnie przesunięcie dystrybucji środków na Komisję Europejską, to absurdalne oddalanie decydenta od beneficjenta pomocy kosztem efektywności wsparcia.

WOJCIECH SZAJNAR: Jakby daleko nie zaszła ta koncepcja, to może ograniczyć politykę spójności, z której ostatnio na Polską przypadło ponad 80 mld EUR.